Dziewice Marty Deskur i Jak dorosnę będę dziewicą Moniki Zielińskiej Mamzety. Przywołane prace powinniśmy rozpatrywać przede wszystkim z perspektywy feministycznej, jako wizualny sprzeciw wobec zawłaszczania przez mężczyzn kobiecych ciał. Bowiem, podczas gdy akty ciężarnych kobiet o twarzach Marty Deskur już poprzez sam swój tytuł budzą skojarzenia z Niepokalanym Poczęciem, postulując, iż dziecko dziewicy może należeć tylko do niej, w zrealizowanym przez Mamzetę w formie krzyża wizerunku przepasanej perizonium i ubranej w kwiecisty wianek modelki w zaawansowanej ciąży czytelne pozostają motywy męczeństwa i poświęcenia. W obu realizacjach wątek samego doświadczania stanu ciąży czy afirmacji macierzyństwa ustępuje więc kwestii samostanowienia o własnym ciele. W tej pomnożonej przez dwa fizyczności główna rola przypada zatem nie pozbawionemu jeszcze świadomości swojej egzystencji, gorliwie chronionemu cielesną powłoką matki nowemu życiu, a samej kobiecie-matce z całym jej buntem przeciwko obyczajowym reliktom fallocentrycznej kultury, dającym mężczyznom prawo do dysponowania jej ciałem. 

 

Przeciwstawiając się sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się w związku z pandemią, w przestrzeniach Miejskiego Domu Kultury „Batory” w Chorzowie, zorganizowano nietypową wystawę, jej formuła zakłada improwizację i spontaniczność. Po bolesnym okresie wyobcowania, ma też przypomnieć jak ważna jest społeczna interakcja.

Zanim weszłam do Sali Kameralnej zmierzono mi temperaturę oraz dopilnowano abym miała prawidłowo założoną maseczkę. Przywitała mnie nieco dziwna aranżacja. Obrazy oparto o ściany lub wyeksponowano na sztalugach. Centralną część Sali przecinało podwieszone do sufitu, ogromne płótno. Obraz ten tworzył parawan, za którym to, na specjalnie zbudowanym podeście rozgrywał się spektakl. Na pierwszy rzut oka – monodramatyczny.  Zastałam malarza w ferworze pracy twórczej, której towarzyszyła gorliwa dyskusja. Raz po raz, przyklękał na podeście i za pomocą moździerzy ucierał na proch kawałki cegieł. Pojęcie „artysta przy pracy” nabrało nagle innego znaczenia.

 

O tej wystawie pisano, że jest „listem miłosnym do kosmosu”. Jej tytuł to hołd dla dzieła Marcela Duchampa:  Étant donnés:  1° la chute d'eau, 2° le gaz d'eclairage …(1946–1966). Ostatnia część frazy została przetłumaczona na język angielski jako „The Illuminating Gas ...” Rozpoczynamy zwiedzanie wsłuchując się w powolne i przerywane pulsowanie siedmiu świetlistych kolumn StarStarStar / Steer (totransversephoton) 2019. Smukłe i doniosłe, wznoszą się aż po sufit. Ta instalacja została stworzona specjalnie na wystawę w Mediolanie, wita odwiedzających energią i dźwiękiem, oferując wyjątkowe doznania.  Przechodząc dalej podziwiamy arabeskę kształtów i linii, która rozszerza się wzdłuż całej nawy, niczym imponujące formy w kosmosie, zajmując całą objętość ponad pięciu tysięcy metrów kwadratowych przestrzeni „Navate”. Wreszcie dochodzimy do pomieszczenia „Cube”, które zawiera heterogeniczny zbiór artystycznych dzieł. To tutaj, pośród eterycznych neonów i ruchomych instalacji, rezonują różne elementy dźwiękowe, tworząc pieśń złożoną z wielu harmonii.

 

Trzech artystów: Eckehard Fuchs, Paola Alborghetti i Ulrike Mundt,  swoje życia opierają na Faustowskiej formule „tylko przemianie pozostaję wierny”. Od lat przemierzają świat, aby poznać różne sposoby myślenia, wyjść poza ograniczenia językowe i kręgi kulturowe. Ciągła wędrówka ze zmianą miejsc rezydencji  (metropolie, prowincje) stanowi element ich zamysłu artystycznego. Odkrywając wciąż nowe przestrzenie zaznajamiają się z ich materialnością, oswajając ją i  utrwalając w bezczasowym akcie twórczym. Rezultatem ostatnich dokonań jest komplementarna wystawa IN SITU / BIRDCATCHER, która odbywa się w Bienno we Włoszech. Prezentowane na niej obiekty są tyleż samo abstrakcyjne, co zintegrowane z tkanką miejsca. Wolność i chęć eksperymentowania, szacunek do tego, co zastane i myślenie poza granicami, intuicja - oto czym kierują się artyści współtworząc wystawę.

 

„Tym, co zmienia ten świat jest – wiedza. Rozumiesz, co mam na myśli? Nic innego nie może zmienić niczego na tym świecie. Sama wiedza jest w stanie przekształcić świat, pozostawiając go dokładnie takim, jakim jest. Kiedy patrzysz na świat z Wiedzą, zdajesz sobie sprawę, że rzeczy są niezmienne, a jednocześnie ciągle się transformują”.“

 

Małgorzata Strzelec urodzona w 1952 r. w Radomiu, studiowała na Wydziale Malarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku (teraz ASP), w latach 1972-1977; w pracowniach malarstwa profesorów Jacka Żuławskiego, potem Jerzego Usarewicza i Kazimierza Ostrowskiego oraz tkaninę w pracowni Józefy Wnukowej i ceramikę w pracowni Hanny Żuławskiej. Teraz ona ma tytuł profesora, pracuje jako pedagog na Wydziale Sztuki Uniwersytetu  Techniczno-Humanistycznego w Radomiu.