18 Jun

Panorama Racławicka – w oczekiwaniu na nowe otwarcie. Z Piotrem Oszczanowskim, dyrektorem Muzeum Narodowego we Wrocławiu, rozmawia Mateusz M. Bieczyński

by Mateusz Bieczyński

 

Panorama Racławicka – w oczekiwaniu na nowe otwarcie. Z Piotrem Oszczanowskim, dyrektorem Muzeum Narodowego we Wrocławiu, rozmawia Mateusz M. Bieczyński

MB: Panorama Racławicka – perła w koronie kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Na czym polega jej wyjątkowość?

 

PO: Rzeczywiście jest to fenomen. Za każdym razem, kiedy próbujemy zmierzyć się z nim, zdumiewa nas na nowo, zaskakuje i wprawia w swoiste osłupienie. Ale czy można się temu dziwić? Już pod koniec XIX wieku, kiedy Panorama po raz pierwszy pojawiła się w Parku Stryjskim we Lwowie, zrobiła na audytorium kolosalne wrażenie. Od tamtego czasu odbiorcy nieprzerwanie ulegają fascynacji tym dziełem. Trwa to już ponad sto dwadzieścia lat. Polscy malarze – mówię oczywiście o Janie Styce, Wojciechu Kossaku i siedmiu pozostałych artystach, którzy pracowali przy obrazie – stworzyli coś niepowtarzalnego, ponadczasowego, czego magia pomimo upływu lat nie wybrzmiewa. O sile oddziaływania tego panoramicznego obrazu najlepiej świadczy anegdota opowiadająca o odwiedzinach grupy z Korei Południowej. Ogólnie wiadomo, że nacja ta jest bardzo rozwinięta technologicznie, zafascynowana elektroniką i jest jedną z wiodących, jeżeli chodzi o nowoczesność. Kiedy widzowie z Azji stanęli na platformie, przyglądali się uważnie całej prezentacji. Gdy seans zbliżał się do końca, padło sakramentalne pytanie: „no dobrze, ale powiedzcie nam szczerze, jakich rzutników tutaj używacie?”. Oni nie mogli sobie wyobrazić, że obcują z pewnym teatrum tworzonym w 1894 roku.

 

MB: Wyjątkowy jest nie tylko obraz, ale również jego oprawa…

 

PO: Rzeczywiście, nasza perła w koronie jest wyjątkowa co najmniej w dwóch aspektach. Po pierwsze, to jest dzieło. Po drugie, to sztafaż. Dzieło jest w znakomitym stanie. Znajduje się pod permanentnym nadzorem konserwatorskim. Dbamy nie tylko o warstwę malarską, ale także o jego otoczenie. Daliśmy temu wyraz parę lat temu, przeprowadzając gruntowną renowację sztafażu. Miało to kluczowe znaczenie dla zachowania formuły całego spektaklu, którego widz jest świadkiem. Sztafaż sprawia, że patrząc na obraz, jesteśmy uczestnikami wydarzeń, które na nim przedstawiono. Iluzja stworzona przez tzw. przedpole jest przecież elementem składowym Panoramy od chwili jej lwowskiej premiery. Mój ojciec jako małe dziecko przychodził do Parku Stryjskiego i otwierał usta, patrzył ze zdumieniem. Ba, jak przychodziły baciary lwowskie i wypuszczały wróble i te wróble siadały na tych elementach ekspozycji, to wszystko ożywało. Idée fixe była ta sama. Wchodziło się do wnętrza obrazu przez taki ślimak. Obraz wyłaniał się z cienia. Efekt, który w ten sposób osiągano, ilustruje inna anegdota. Opowiada o kobiecie, która przyszła obejrzeć obraz późną jesienią, gdy aura była dżdżysta, deszczowa. Pani wchodzi do środka, staje przed obrazem i mówi: „ojej, ale się rozpogodziło”.

Jeżeli zastanawiamy się nad fenomenem Panoramy Racławickiej, to właśnie o to w niej chodzi. Ona nas do dziś urzeka, fascynuje. Mało tego, poprzez swoje takie, a nie inne burzliwe losy jeszcze bardziej zyskuje na wartości. Reprezentuje bowiem coś, co jest rzadkie w naszej historii. To jest pomnik naszego zwycięstwa, naszego triumfu. My mamy tę słabość, tego typu mentalność, którą charakteryzowała Maria Janion w Epoce romantyzmu – skłonność do rozpamiętywania klęsk, porażek. Nam się nie udaje. My zawsze walczymy za innych. Mamy w sobie gdzieś gen takiej permanentnej przegranej. Poczucie niesprawiedliwości świata tego. A tutaj?! Proszę bardzo, myśmy komuś dali porządnego łupnia. Kogoś pogonili. To wpisuje się bardziej w mentalność amerykańską. Oni niezależnie od tego, czy jest dobrze, czy źle, mówią „ok”. To jest potrzebne dla morale, dla dobrego samopoczucia. Tego nam dzisiaj będzie szczególnie brakować, bo życie nas nie oszczędza.

Proszę pamiętać, że to wszystko, o czym mówię, czyni z tego miejsca coś, czego nie można doświadczyć gdzie indziej. Na tym zasadza się fenomen dzieła. Tutaj przyjeżdżają delegacje z całego świata. Panorama wzbudziła fascynację Chińczyków, co było do przewidzenia. Teraz zaczęli tworzyć panoramy wzorowane na naszej. Jest coś takiego, co sprawia, że każdorazowa wizyta w Muzeum pozostaje w pamięci. Podkreślam, świadomość tego, że dysponujemy czymś wyjątkowym, cały czas nam towarzyszy, ale to oczywiście przynosi pewien skutek – mamy poczucie odpowiedzialności.

 

MB: Oprawa to jednak nie tylko sztafaż, ale także przeznaczony dla obrazu budynek…

 

PO: Tak. To, co nas rzeczywiście niepokoiło i wzbudzało nasze pewne obawy, to oczywiście stan techniczny samego budynku. On również jest oryginalnym dziełem. Po tym, co się wydarzyło na dworcu w Katowicach, na którym dokonano – tak powiedzmy – pewnej „modernizacji”, to właśnie Panorama jest sztandarowym przykładem kierunku w architekturze polskiej, który ma swoją wdzięczną nazwę: brutalizm. Połączenie, z którym mamy do czynienia, kryje zatem pewien paradoks. Budynek Panoramy to przejaw architektury specyficznej, będącej znakiem czasów, w których powstawał. Jego forma wynika z deficytu materiałów, specyfiki socjalizmu, czynu społecznego Wojska Polskiego. Cóż mogło w ten sposób powstać? Powstało to, co powstało. Jak mawiał mój śp. profesor Jan Wrabec, jest to przykład architektury, która, cóż, brzydko się starzeje. Architektoniczna oprawa obrazu została więc poważnie wyeksploatowana. Nie może to jednak dziwić. Jeżeli przez 30 ostatnich lat przez ten budynek przeszło ponad 12 milionów ludzi, to proszę mi wierzyć: oni pozostawili ślad swojej bytności. Jest to budynek – krótko mówiąc – zdekapitalizowany. Cała infrastruktura, wszystkie urządzenia, systemy zabezpieczeń są anachroniczne. I to jest dla nich delikatne określenie. Każda, nawet najdrobniejsza awaria stanowiła poważny kłopot, bowiem nie byliśmy w stanie uzyskać części zamiennych, bo ich po prostu nie ma. Musieliśmy na specjalne zamówienie tworzyć na tokarkach brakujące części. To bardzo niekomfortowa sytuacja i w pewien sposób męcząca, zwłaszcza jeżeli ten stan faktyczny skonfrontujemy z naszą świadomością, że jesteśmy dysponentami czegoś, co możemy określić jako wyjątkowe, w skali prawie że globalnej, co dla nas ma szczególny walor. Jeżeli nie mamy pewności, czy rzeczywiście jesteśmy w stanie w pełni zagwarantować mu bezpieczeństwo, to budzi w nas pewien przymus moralny i świadomość, że trzeba temu przeciwdziałać. Szczęśliwym – choć to może nie do końca dobre słowo, które usunęliśmy ostatnio z naszego słownika – zbiegiem okoliczności w tym najtrudniejszym czasie pandemicznym, gdy byliśmy zamknięci, remont i modernizacja cały czas postępowały.

Warto podkreślić, że mamy tu paradoks innego jeszcze rodzaju. Panorama Racławicka to muzeum jednego dzieła. Daj Panie Boże takie muzea, tak okazałe, tak rozbudowane. Wzmacnia to jeszcze bardziej poczucie wyjątkowości i dodatkowo dopinguje, aby zrobić wszystko, co konieczne, aby to miejsce ochraniać zgodnie ze współczesnymi standardami bezpieczeństwa. Przystępując do prac remontowych, wiedzieliśmy, że trzeba zrobić wszystko, aby móc spokojnie spać. To, co teraz realizujemy, jest pochodną tej właśnie świadomości.

 

MB: Co widz, który odwiedzał Panoramę Racławicką przed remontem wielokrotnie, a należę do tej grupy, zobaczy nowego po otwarciu? Czy coś doświadczonego odbiorcę zaskoczy?

 

PO: Poruszył Pan dwie sprawy. W moim przekonaniu jest Pan wyjątkiem, choć oczywiście znam ten rytuał, że jeżeli ktoś przyjeżdża z zewnątrz i chce poznać specyfikę i niezwykłość tego pięknego miasta nad Odrą, to prowadzi się go do Panoramy. Ale dotychczas było tak, że ta 3., 5., 7. wizyta osoby towarzyszącej mogła wywołać jej pewnego rodzaju znużenie. Czym bowiem było odwiedzenie Panoramy po raz enty – permanentnym déjà vu. Przychodzi się, wsłuchuje się 30 minut i wychodzi. Taki model jednostajnego doświadczenia dał nam pewien asumpt do zmiany modus operandi. Otóż uznaliśmy, że nie jesteśmy usatysfakcjonowani jedną czy dwiema wizytami naszych gości. Powinniśmy zrobić coś, co sprawi, że ludzie będą przychodzić wielokrotnie, ale za każdym razem wychodzić z innego typu wrażeniami, z inną wiedzą, którą pozyskają. Jednym z elementów obecnej modernizacji jest zatem poszerzenie tzw. ścieżek narracji. Nie będzie już wyłącznie tej jednej kanonicznej, choć ona oczywiście zostanie. Ona jest już uświęcona tradycją. Wołkomirski, ten głos, który może się nam w nocy śnić, pozostanie. Stworzyliśmy jednak także kilka dodatkowych ścieżek, które będą zróżnicowane. Niektóre opowiadać będą o historii powstania dzieła, a nie tylko o historii na nim przedstawionej. Bo przypomnę: wszystko się rozpoczęło od wystawy krajowej, wydarzeń lwowskich 1894 roku, rocznicy oczywiście i tak dalej, ale potem – proszę pamiętać – wydarzyła się niezwykle burzliwa historia, która trwała przez dobrych kilkadziesiąt lat. Już pomijam różne nieszczęścia, które dotknęły Panoramę jeszcze we Lwowie, jak bombardowania, zniszczenie, ukrycie w kościele Bernardynów, ewakuacja… Za chwilę będziemy mieli jednak wyjątkową rocznicę. Mianowicie 21 lipca 1946 roku, czyli równo siedemdziesiąt pięć lat temu, na Dworzec Wrocław Brochów wjechał pociąg z brytami Panoramy Racławickiej. Ja mam słabość do takich dat, bo w naszej codzienności one są magiczne. Dramaturgii temu wydarzeniu dodaje bardzo burzliwa historia związana z pytaniem, gdzie obraz należy pokazać, jeżeli w ogóle. Myślano o Krakowie, był pomysł z Racławicami i wiele innych koncepcji. Szczęśliwie wybrano Wrocław. Dziś, czyli po 31 latach, które minęły w kwietniu, tworzymy historię tego dzieła dalej. A zatem zależy nam na tym, aby ono w dalszym ciągu zachowało gen atrakcyjności. Zależy nam na tym, aby ci, którzy przyjdą do nas, mogli się wszystkiego dowiedzieć. To jest przecież niezwykła historia o tym, jak dziewięciu mężczyzn ganiało po rusztowaniach, a każdy z nich miał swoją specjalizację i odpowiadający mu fragment malowidła do wykonania.

Z dzisiejszej perspektywy, po długich doświadczeniach mamy świadomość zmieniającego się świata i potrzeb. Wiemy, że mamy bardzo zróżnicowany krąg odbiorców. Do różnych grup musimy zatem mówić o tym dziele inaczej. Przede wszystkim inaczej powinno się o tym dziele opowiadać dzieciom. One nie do końca rozumieją treść tej klasycznej ścieżki narracyjnej. Tworzymy całkowicie nową ścieżkę dla dzieci.

Ponadto ważne wydaje się dziś zachowanie tradycji. Ja mam bardzo specyficzną słabość, która jest pochodną pochodzenia, siłą rzeczy, stamtąd z dzikich pól, znad Stryja, z Kleparowa lwowskiego. Mój ojciec, bardzo sędziwy człowiek, kiedy tu przyjechał jako dziecko, mówił bałakiem, tak inaczej, jak się wtedy we Lwowie mówiło. Piękny zaśpiew. Potem przez lata pracował nad tym, aby się go pozbyć, bo trochę się wstydził. Przyjechał do Wrocławia, a tutaj byli ludzie z różnych stron Polski. Mówili różnymi językami i musieli się ze sobą dogadać. Nie wypadało mówić tą melodią głosu. Teraz przy różnych rodzinnych okazjach czasem do tego wraca. Na co dzień we Wrocławiu już się jednak tego nie słyszy. Stąd też wydaje mi się, że także taki akcent powinniśmy w ścieżkach narracyjnych przypomnieć, bo ciągle jesteśmy w paradygmacie fenomenu. Spuścizna historyczna jest tu we Wrocławiu bardzo ważna. Wielu ludzi przyjechało tutaj podobnie jak Panorama ze Lwowa. Przyjechali zarówno tramwajarze, jak i intelektualiści. Polska tutaj uciekała. Znaleźliśmy schronienie. Przyszło nam się zmierzyć z zupełnie obcą nam rzeczywistością, a także traumatycznie bolesną spuścizną tych, którzy stąd odeszli.

Wiele udało się już na tym gruncie wypracować. Na przykład to, że dzisiaj chlubą Muzeum Narodowego we Wrocławiu jest Michael Wilmmann, to, że go pokazujemy. To jedno. Teraz pora na podkreślenie także innych tradycji. Jest to część tego, o co się zawsze będę upominał – ten niezwykły duch tego miejsca. Tu wszyscy są skądś. Tu wszyscy musieli się zmierzyć z jednej strony z tym, co zastali, ale także z tym, co przywieźli ze sobą. Paradoksem jest to, że my nawet nie mamy kuchni wrocławskiej, bo jedni lubią makiełki, a inni kutię. Nie ma jednorodnej tradycji, bo brak pewnej ciągłości. Grotowski, Tomaszewski, Różewicz, Tokarczuk – skądś się to bierze. To jest tak żyzne podglebie, które myśmy jeszcze wzbogacili, że ono przekłada się właśnie na niezwykłość tego miejsca. Jest oczywiście wiele elementów składowych – Ossolineum, Fredro, „Polonia” Jana Styki pochodząca jeszcze z ratusza lwowskiego, wspaniały wielki obraz, ale przede wszystkim Panorama. Ona jest jakby pewnym dowodem ciągłości. Stąd wynika też jej wartość artystyczna, mimo że się niektórym może zupełnie nie podobać. No umówmy się, znowu tak wielu fanów tego malarstwa schyłku wieku XIX nie ma.

 

MB: Tu pojawia się pytanie o to, czy Panorama Racławicka nie dzieli z wielkimi dziełami polskiej kultury problemu deprecjacji wartości artystycznej w konsekwencji ich postrzegania wyłącznie przez pryzmat przekazywanej treści. Podobna prawidłowość dostrzegalna jest w przypadku trylogii Henryka Sienkiewicza czy malarstwa Jana Matejki…

 

PO: Jest taka wartość, która pozbawiona jest do końca probierza – wartość sentymentalna. Stając przez Panoramą, przypominamy sobie, że gdzieś tam coś pozostało, jakiś rodzaj wspomnienia i ono nam towarzyszy. Decydując się na podkreślenie związków z tradycją w nowych narracjach, chcemy zatem pokazać szersze spektrum. Nie ograniczać się jedynie do prostej konstatacji, że tutaj Kościuszko, w chłopskiej sukmanie, tu Bartosz Głowacki, „moja ci to armata”. Tu Dunicew, jakieś wojska. Chłop modlący się. To nie tylko o to chodzi.

Panorama broni się przed deprecjacją, której doświadczają niektóre inne dzieła. Broni się także przed negatywną oceną ze strony obcokrajowców, którzy „nie czują naszych klimatów”. Nazywam to „paradoksem Rejtana”. Kiedy my patrzymy na ten obraz Matejki, to uruchamia się proces asocjacji, wspomnienie. Widzimy ostrzeżenie przed zdradą. Bohater kładzie się, zagradza drogę, rozdziera szaty. Tymczasem Austriak, Szwajcar czy Francuz pytają: czy on się upił? Czy się wywrócił? To jest ta bariera kulturowa. To trochę tak jak z Malczewskim. Wiele jego dzieł nie jest w stanie trafić do szerokiego odbiorcy. Artysta genialny, który stworzył niezwykłe uniwersum symboliczne, ale nie da się go zrozumieć bez konkretnej świadomości. Trzeba wiedzieć, co to jest ten taniec chocholi, kim był Tanatos, co to jest zatruta studnia, kim byli Sybiracy, co to zsyłki.

Tymczasem Panorama wymknęła się tym poznawczym ograniczeniom poprzez fenomenalny format. To jest coś, co otwiera każdego na to dzieło. Można być z daleka, pochodzić z egzotycznych dla nas kręgów kulturowych, a jednak rozumieć. Każdy musi ulec temu zabiegowi. To jest sztuczka. Idzie się ciemnym korytarzem i nagle „wow!”, rzeczywiście! Jest zachwyt, jest i konsternacja. Potem człowiek te wrażenia oswaja, zaczyna się nad nimi zastanawiać. Obraz zaczyna go intrygować. To jest coś, co pozwoliło Panoramie uciec od takich schematów, o których Pan wspomina.

To, że tematyka Panoramy oczywiście sercu bliska, to jest inna sprawa. Ważniejsze, że Panorama posługuje się pewnym mechanizmem. Styka był cwanym gościem. Wiedział, co robi. To był biznesmen. Próbował jeszcze później robić inne panoramy, ale nie wszystkie mu się udały. Niektóre musiał pociąć i posprzedawać. Do dzisiaj mamy Berezynę w kawałkach, gdzieś tam Muzeum zbiera kawałek po kawałku. Mamy to, co jest w Stanach Zjednoczonych pokazywane. To wszystko jednak nie to samo. Stajemy tam także przed monstrualnym obrazem. Skala działa, a Amerykanie oczywiście to lubią. Ale czegoś tam brakuje. Nie ma tego, co tu. Tu się wchodzi i człowiek się znajduje w oku cyklonu, w centrum wydarzeń. Jest prawdziwym świadkiem. Dlatego właśnie zadanie polegające na stworzeniu nowych narracji o obrazie to wyjście naprzeciw naszym widzom. Czasem przyjdzie ktoś z zamiłowania, sentymentu, obowiązku, przypadku, ale też niech przyjdzie taki, który chce się dowiedzieć więcej. Niech przyjdzie kolejny raz i kolejny, a za każdym razem wyniesie stąd coś nowego.

 

MB: Na czym polegają obecnie prowadzone prace renowacyjne w Panoramie?

 

PO: Budynek – mała i duża rotunda – są wpisane do rejestru zabytków. To jest ważna okoliczność. Wiąże się z tym pewien rodzaj prestiżu. Jest to przykład architektury reprezentatywnej dla pewnej epoki, co generuje określone konsekwencje. Dużo musieliśmy się napracować, żeby architektów przekonać do naszych pomysłów.

Najważniejsze znaczenie w prowadzonych pracach jest jednak zniesienie barier i uczynienie tego miejsca dostępnym dla jak największej liczby odbiorców. Przed remontem mieliśmy wiele przeszkód, przede wszystkim architektonicznych, które sprawiały, że ci, którzy poruszają się na wózkach czy niepełnosprawni lub autystyczni, byli wyeliminowani, co jest jawną niesprawiedliwością. Zrobiliśmy wszystko, aby poruszanie się po tej przestrzeni było możliwe dla każdego. Pomyśleliśmy o wydzieleniu strefy ciszy. Na pewno znajdą się jednak tacy, którzy powiedzą, że tak było pięknie, a oni zrobili inaczej. Dzisiaj kasy, księgarnia, sanitariaty muszą jednak wyglądać inaczej. To są już takie zmiany, które niesie XXI wiek.

 

MB: Czy wsparcie technologiczne też się pojawi w Panoramie?

 

PO: Oczywiście.

 

MB: Koreańczycy okazali się zatem inspiracją?

 

PO: Oczywiście. Jedno jest poza dyskusją. Nie naruszyliśmy tego rytuału, który odbywa się na głównej platformie. Tam schemat pozostał ten sam: człowiek – przedpole – obraz. Narrację będzie można wybrać, ale to, czego się doświadcza, jest niezmienne i bezcenne. Tego nie mielibyśmy odwagi i potrzeby zmieniać. Niemniej młody odbiorca, który przychodził i oglądał za starym szkłem gablot szmaciane kukiełki stanowiące imitację uczestników bitwy racławickiej, nie łapał kontekstu. Oczywiście te stare materiały ekspozycyjne zostały. Weszły do nas na inwentarz. To już są dzieła sztuki. Mamy dokumentację. Ale dzisiaj informacje muszą być prezentowane na ekranach ciekłokrystalicznych. Żeby coś wytłumaczyć temu młodemu odbiorcy, nie możemy odwoływać się do jakichś „anachronów”. On musi być przekonany, że ma do czynienia z trafiającym do niego przekazem. Słynną makietę, którą żołnierze Wojska Polskiego klepali z blachy, oczywiście zachowaliśmy. Uznaliśmy, że można zrobić taką postmodernistyczną zabawę i wykorzystać ją w nowej aranżacji. Remont nie polega zatem na usunięciu wszystkiego, co stare. Poszukiwaliśmy rozwiązań z pewną świadomością tego, jaki jest dzisiaj odbiorca i co przyswaja.

 

MB: Proszę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć parę słów o tym, jak pracował zespół przygotowujący nowe rozwiązania narracyjne w Panoramie.

 

PO: W przypadku takich przedsięwzięć powstaje oczywiście zespół zadaniowy, czyli grupa pracowników, która najlepiej zna to miejsce i jego specyfikę. Tu trzeba mieć wzgląd na to, jak funkcjonuje nasze muzeum. Kluczowe znaczenie ma oczywiście sezon trwający od początku kwietnia do późnego lipca. Potem muzeum znowu odżywa na początku roku szkolnego. Wreszcie jest taki trzeci mały szczyt między świętami, po Bożym Narodzeniu i przed Nowym Rokiem. Taka jest specyfika naszego kalendarza. W głównym sezonie potrafi tu przyjść dziennie 2000 osób. Zainteresowanie to sprawia, że naszym obowiązkiem jest zadbać o pełną sprawność obsługi. Zapewnienie płynności zwiedzania jest naszym głównym zadaniem i problemem. Żeby to się mogło udać, już samo wręczanie portów audio wymaga synchronizacji. To musi być pewien rytuał. Synchronizacja jest ważna również na samej platformie. Widzowie słuchają różnych narracji, ale oglądają ten sam obraz. Wymaga to symultanicznego planowania tego, jak oni będą się poruszać. Dzięki wspaniałemu zespołowi pełnemu wytrawnych znawców dzieła to się udaje.

W zespole pracującym przy renowacji korzystaliśmy z pomocy edukatorów przy tworzeniu ścieżki narracyjnej dla dzieci. Wymaga ona innego tembru głosu, innego natężenia. Edukatorzy mają na ten temat specjalistyczną wiedzę. Aby zrozumieć, jak skomplikowane to zadanie, należy uświadomić sobie, że w seansie 30-minutowym, aby skutecznie wszystko zaprezentować, sekundy zaczynają odgrywać kluczową rolę. Każda ma znaczenie. Istotnym wsparciem dla nas byli również informatycy, animatorzy, narratorzy. Wszystkie detale żmudnego procesu planowania ogrywały bardzo istotną rolę. Teraz czekamy na okres testowy. Zabezpieczyliśmy się czasowo na możliwość wprowadzania dodatkowych korekt. Jesteśmy w chwili obecnej na finalnym etapie realizacji opisanych przeze mnie zamierzeń.

 

MB: Na kiedy jest planowane ponowne otwarcie Panoramy Racławickiej dla publiczności?

 

PO: Projekt realizujemy w ramach wsparcia unijnego. Oznacza to, że 30 milionów, które przeznaczone są na renowację w ramach działań na terenie Muzeum Panorama Racławicka i pochodzą z zasobów Unii, ale także Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, naszego drugiego współorganizatora, jakim jest Samorząd Województwa Dolnośląskiego, i też pewnych środków naszych własnych, musi zostać wykorzystane w trakcie działań obliczonych do końca roku. W przypadku takich projektów to nie tylko moment zakończenia prac, ale oczywiście również rozliczenie. Zatem zgodnie z projektem powinniśmy zakończyć działania dotyczące modernizacji Panoramy pod koniec września 2021 roku, a następnie do końca roku kalendarzowego rozliczyć całość. Niemniej świadomość tego, jakie są obecne oczekiwania, zmieniła nasze nastawienie. Okres przymusowego zamknięcia sprawił, że ludzie zapragnęli szybszego powrotu możliwości zwiedzania. Czynimy zatem wszelkie starania, żeby to otwarcie nastąpiło wcześniej, świadomi tego, że wkraczamy w okres wakacyjny. Zainteresowanie ze strony publiczności dodatkowo nas dopinguje. Pewnym symbolicznym pretekstem do tego, aby przywrócić Panoramę publiczności, będzie szczególna data, jaką jest 21 lipca 2021 roku, a o której już wspomniałem. Bardzo nam zależy, aby ta data stała się ważnym punktem odniesienia w historii obrazu. Po inauguracji dla pierwszych gości damy sobie parę dni na uruchomienie normalnej formuły zwiedzania. Regularne przyjmowanie zwiedzających miałoby nastąpić od 26 lipca – od godziny 9 chcielibyśmy rozpocząć udostępnianie. Chcielibyśmy także, aby od 15 czerwca 2021 roku można było kupować bilety online. Wszystkich widzów oczywiście nieustannie zapraszam!