Bienno, prowincja Brescia, Lombardia, Włochy [1]

Średniowieczna osada pełna zacienionych alejek, malowniczych dziedzińców i kościołów wypełnionych freskami. Miejsce, które zasłynęło z tytułu „jednej z najpiękniejszych wiosek we Włoszech”. Tutaj ślady tradycji historycznej przeplatają się z nowymi formami sztuki, tworzonej przez artystów biorących udział w międzynarodowym projekcie Bienno Borgo degli Artisti. Pracownie znajdują się na parterze starożytnego palazzo.To wnętrza obszerne i pełne światła. Ściany z kamienia nie wszędzie starannie wybielono, stanowią doskonałe świadectwo upływającego czasu. Pod łukowymi sklepieniami panuje teraz zupełna cisza.

W pokoju gościnnym urządziła sobie prowizoryczny warsztat pracy. Na pierwszy rzut oka dość ascetyczny. Ma tu cztery białe ściany, stół i krzesło. Przez okno spogląda na dachy sąsiednich budynków, na lazurowe niebo i ośnieżone szczyty Alp. Okno przystroiła w jedno ze swych dzieł - tych malowanych na tkaninie - co zmieniło świat surowego wnętrza w migotliwy spektakl. Wpadający do środka snop światła tańczy radośnie na porowatych ścianach, wypełniając przestrzeń eteryczną materią.

 

Kiedy Czesław Czapliński w 1989 r. przeprowadzał wywiad z W. Fangorem,  uraczył czytelników „Sztuki” skrupulatnym opisem pracowni twórcy. Wypełnił nim prawie trzy kolumny tekstu. Ten uznany dziennikarz i fotograf doskonale wiedział, jak ważne jest dla człowieka to, czym się otacza. Wiedział też, jak istotną przestrzenią dla artysty jest miejsce, w którym tworzy. Nie mogę dziś gościć w pracowniach. Nie mogę też rozmawiać z twórcami patrząc im w oczy, ale mogę zadowolić się namiastką bliskości, jaką jest kontakt wirtualny. Obiecuję dołożyć wszelkich starań, aby oddać nastrój i intencję tych „spotkań”. Zapraszam zatem na korespondencyjny wywiad w trzech odsłonach.

Jego bohaterkami są:  Pola Minster, Paola Alborghetti i Małgorzata Kosiec.

Dzielą ich setki kilometrów, odrębne style malarskie i różne szkoły. Odmienne światopoglądy, a nawet inna kultura i język. Tym, co je dziś łączy jest izolacja, ale też umiłowanie koloru, odwaga i wielka wrażliwość. Wrażliwość, która nie zna granic i która bywa zaraźliwa. Może pozwali dostrzec nam - odbiorcom sztuki – piękno różnorodności  i siłę wspólnoty. Może przywróci nadzieję.

Te same pytania i tyle prawd,  ile spojrzeń na nie.

 

 

Równoległy świat japońskich artystów z grupy GUTAI

Z Agnieszką Mori, reprezentantką Galerii Whitestone na targach w Kolonii
Rozmawia Mateusz Bieczyński

Co pochodząca z Japonii galeria Whitestone prezentuje na niemieckich targach sztuki ART COLOGNE?

Galeria Whitestone jest obecna na targach w Kolonii już po raz czwarty. Staramy się zaprezentować naszych czołowych artystów z awangardowej grupy Gutai. Jest to grupa, która powstała w okresie powojennym. Nawiązała ona współpracę z wpływowym artysta, krytykiem i marszandem Yiro Yoshihara, poszukującym młodych zdolnych artystów do wspolpracy. Był zatem ich impresario. Nasza galeria współpracuje z artystami z grupy Gutai od 1967 roku. Wtedy po raz pierwszy otworzyła się galeria w Tokyo, w dzielnicy Ginza. Od tego czasu prezentujemy artystów z tamtego okresu a także wprowadzamy nowych artystów nie tylko z Azji.

 

MK: Dwa miesiące temu zostały ogłoszone wyniki 43. Biennale Malarstwa Bielska Jesień. Czy jest Pan zadowolony z tegorocznej edycji – z ilości prac i ich artystycznego poziomu? W tym roku zostały wystawione aż 194 obrazy. W niektórych recenzjach można przeczytać wręcz o przeładowaniu finałowej ekspozycji. Pan jako Przewodniczący Jury nie odniósł takiego wrażenia?

Z Rafaelem Mediną rozmawia Maciej Topolski

Maciej Topolski: Pracujesz jako fotograf freelancer, jesteś również założycielem FLSH Magazine (http://flsh.com.br/). To internetowe czasopismo, jak czytam, „tworzy kolektyw zajmujący się tematyką ciała i seksu, zorientowaną na męską nagość, widzialność dysydenckich ciał i (de)moralizację seksu”. Na początek chciałbym zapytać o „widzialność dysydenckich ciał”. Co oznacza ten termin? I dlaczego stał on się jednym z najważniejszych tematów tego czasopisma?

 

Z Richardem Demarco rozmawia Mateusz Bieczyński

MB: Czy można w paru słowach streścić historię poprzednich 69 edycji „Festiwalu Fringe” w Edynburgu?

RD: Wystawiałem na Festiwalu w Edynburgu wystawy sponsorowane przez wiele rządów światowych na raz. Szkocja niekiedy nie wydawała na nie ani pensa. Mogę zatem powiedzieć, że w wielu edycjach Europa dawała mi możliwość zrobienia tego co chciałem: wyedukowania Brytyjczyków w miłości do sztuki. Chciałbym, aby 70 edycja festiwalu była okazją do tego samego.