12 Gru

Od jutra wystawa we wrocławskim BWA pt. "Cała Polska". W jej ramach prezentowana jest między innymi działalność grupy JEST.

by Piotr Jakub Fereński, Agnieszka Smutek

 

Agata, uśmiechnięta, niska szatynka w okularach, ma 25 lat i za sobą studia na Wydziale Malarstwa i Rzeźby wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Odbyła praktykę w Ekkisens Art Space w Reykjaviku. W swych poszukiwaniach artystycznych łączy rozmaite techniki medialne. Na jej dorobek składają się prace malarskie, instalacje, wideo i performance. 

Interesują ją problemy związane z dynamicznie przekształcającą się pod wpływem rozwoju technologicznego rzeczywistością społeczną. Porusza tematy obecne w kulturze masowej, jak i kwestie związane np. z cyberfeminizmem. Należy do kolektywu kuratorskiego JEST, z którym w dawnym budynku wrocławskiej PWST powołała do istnienia niezależną przestrzeń dla sztuki. We wrześniu 2019 roku razem z Emilią Dudziec otworzy artist-run-space w Częstochowie – galerię RELAX. Efekty działań Agaty, Emilii, a także Martyny Kosiarz, miałem okazję prezentować w ramach cyklu „Sztuka jest kobietą”. Był on poświęcony przeglądowi prac przedstawicielek najmłodszego pokolenia wrocławskiego środowiska twórczego. Tytuł ekspozycji zorganizowanej przeze mnie i Izę Duchnowską w HART Hostel & Art zaczerpnięty został z popularnego w latach dziewięćdziesiątych serialu komediowego „Przyjaciele” i brzmiał: „I Wish I Could But I Don’t Want to”. Młodym artystkom chodziło o spectrum oczekiwań społecznych stawianych przed nimi jako młodymi kobietami. Zastanawiały się czy chcą spełniać narzucane im role związane z płcią, wiekiem, pozycją klasową etc. Pytały o to jakie skutki niesie za sobą wpasowywanie się w schematy. Mierzyły się w ten sposób nie tylko z zewnętrznymi ograniczeniami, ale też z własnymi ambicjami, pragnieniami, marzeniami.
Agata mocno zaangażowała się w rozwój działaności wspomnianej galerii JEST. Poza nią w skład kolektywu wchodzą Magdalena Kanawka, Iza Opiełka, Krzysztof Latarowski i Piotr Bzdęga. Celem owego oddolnego, całkowicie niezależnego przedsięwzięcia stała się promocja młodych, często dopiero debiutujących twórców. Można zaryzykować stwierdzenie, że mamy tu do czynienia ze strategią przeciwdziałania różnego typu barierom systemowym, których w późnej nowoczesności – znamionowanej przez neoliberalizm i machinę biurokratyczną – nie brakuje. Szanse mają dziś przede wszystkim podmioty, inicjatywy i instytucje wspierane w obrębie głównego nurtu życia kulturalnego przez władze (muzea, teatry, filharmonie, opery). Jednak działania animujące rozwój kultury i uczestnictwo w niej, w tym także kuratorstwo wystaw artystycznych, to szersze zjawisko, które nie powinno się ograniczać do „dystyngującej” społecznie konsumpcji dóbr uznawanych za „prawomocne” (szale z lisa na spektaklu Gogola, norki na Traviacie, której spektakularna klapa kosztowała obywateli Wrocławia milion złotych). Zadaniem animatorów i kuratorów jest wspomaganie i pobudzanie aktywności kulturowej jednostek, grup, środowisk, pozwalające na budowanie takich relacji wspólnotowych, jakim towarzyszyć będzie poczucie politycznej sprawczości i odpowiedzialności za otoczenie. Idzie również o tworzenie szans emancypacyjnych i generowanie nowych idei. Kultura – szczególnie tzw. wysoka, elitarna lub „oficjalna” – bywa przez reprezentantów młodszych pokoleń odbierana/odczuwana jako coś zewnętrznego, niekiedy nawet opresyjnego. Może być uważana za odgórnie narzuconą, za pozbawioną życia czy twórczej mocy, tzn. za sztuczną. Jest stale obecna w działaniach i wytworach ludzi, ale często jawi się czymś obcym, odległym. Nie musi stanowić źródła ucisku bądź cierpień, nie musi bezpośrednio ograniczać czy zagrażać autonomii człowieka, by być uznawana za siłę krępującą swobodę ekspresji. Brak w niej miejsca na radykalne eksperymenty w zakresie wyrazu artystycznego, na manifestację podmiotowości, na praktyki zmierzające do transformowania siebie i przekształcania świata otaczającego. JEST można widzieć jako przejście od tych spetryfikowanych i zdeformowanych przejawów kultury do projektu przebudowy sposobu bycia i postrzegania rzeczywistości, do wytwarzania nowych jakości w relacjach międzyludzkich, do zaprezentowania odmiennych od dominujące punktów widzenia – innych modeli odczuwania i myślenia. Działania w tym zakresie, przyjmujące postać kontestacji czy też poszukiwania alternatyw, określane są często mianem „kontrkultury”.
Od lutego 2019 roku, Agacie i pozostałym przedstawicielom grupy w której skład wchodzi, udało się zorganizować kilka ekspozycji. Zaczęło się od „Trzeciego otwarcia JEST”. Potem w dawnej szkole teatralnej gościł „Hotspot_JEST”, będący odpowiedzią na open call. W wystawie, stworzonej w formule otwartego naboru, udział wzięły artystki z całego kraju – Zuza Banasińska, Natalia Magalska, Nadia Markiewicz, Kinga Bartniak, Karla Groń, Izabela Koczanowska, Asia Krajewska, Alicja Pakosz, Aleksandra Sarna, Agata Wieczorek (zgłoszenia nadesłało kilkuset twórców). Kolektyw kuratorski podkreślał, że prezentowane prace generują niezabezpieczoną przestrzeń „wstydliwie rozsyłającą swobodne guilty pleasure”. Chodziło wszelako o swego rodzaju „oczyszczenie”. Widzowie mieli możliwość odkrycia zmysłowej przyjemności, nieosiągalnych doznań, emocjonalnej tajemnicy oraz radości z hedonizmu. Zrazem jednak to, co ukryte okazywało się tyleż konstruktem intymnym, co społecznym. Niedostępność jest fantasmagorią – przekonywali autorzy ekspozycji. Uwagę widzów w szczególności przyciągało wideo Izabeli Koczanowskiej. Przedstawiało ono performance, którego tematem były relacje pomiędzy ludzkim ciałem i rozmaitymi (innymi) formami organicznymi. Artystka zastanawiała się w ten sposób nad kwestią „nadmiaru” (bodźców, doznań, pragnień, produkcji, konsumpcji) we współczesnych społeczeństwach Zachodu. Innym ważnym wydarzeniem, zorganizowanym we współpracy z galerią IRON OXIDE, była czerwcowa wystawa „5_Private World plus_JEST”, podczas której prezentowano działania Free Market Simpson. Kuratorzy zaznaczali, że choć pozostajemy w obszarze znamiennej dla tego twórcy problematyki politycznej, ekonomicznej i społecznej, to ekspozycja posiada jednak „bardziej osobisty” charakter. W lipcu Agata i team pokazywali między innymi „Życije Goreslawa Czużdoziemnogo” filmowców z Petersburga. Obraz opowiadał o zdepersonalizowanym pustelniku, egzystującym pomiędzy epokami w „bezczasowej” pętli.
Ktoś zauważył ostatnio, że niepewność jest dziś zapewne jedyną pewnością. JEST nie zatrzymuje się jednakowoż na podobnych konstatacjach. Działalność tego i innych bliskich mu z ducha kolektywów kuratorskich zasadza się na poszukiwaniu wolności rozumianej jako swoboda myślenia, wypowiedzi, działania, ekspresji artystycznej. Chodzi o wyzwolenie twórczego potencjału i zyskanie poczucia sprawczości. To chęć budowania czegoś razem, szukania sojuszy (niekiedy nieoczywistych), konstruowania sieci „bluszczowatych” (artystyczno-aktywistycznych) połączeń. Nie kryje się za tym żadna twarda ideologia. Mamy raczej do czynienia z walką o niehierarchiczny system podejmowania decyzji, o organizację polegającą na wspólnej pracy, tj. na oddolnym, niezależnym i w pełni demokratycznym modelu fukcjonowania grupy i środowiska. Inicjatywy takie jak JEST można postrzegać jako manifestacje sprzeciwu wobec władzy autorytetu i towarzyszących jej ograniczeń wyobraźni. Agata nie chce się przystosowywać, chce tworzyć i uczestniczyć. JEST to zatem miejsce, ale też sposób artykulacji podmiotowości i wolności, to wybór, to myślenie w kategoriach solidarnościowych – przełamujące między innymi schematyczny podział na producentów (twórców) i konsumentów kultury. Czy jednak nie idzie tu o jakiś rodzaj idealizmu, iluzji, utopii? Cóż, Agata bardzo się cieszyła gdy niedawno jeden z jej obrazów znalazł nabywcę. Niektórzy uważają, że tego typu galerie są przyszłością. Może ich założycielom uda się zmienić „odbiorców” i „rynek” sztuki? W kulturze oporu i kolektywie siła...

Piotr Jakub Fereński i Agnieszka Smutek