29 Kwi

Tak wyglądała Brzózka

by Magdalena Barbaruk

 

W Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu zorganizowano szczególną wystawę fotograficzną. Związana jest ona z bezprecedensowym wydarzeniem, jakim był zakup ok. 2500 negatywów wykonanych pod koniec lat 50. XX wieku przez Augustyna Czyżowicza (ur. 1939 w Sąsiadowicach pod Lwowem). Kilkunastoletni fotograf na wykonywanych belfoką zdjęciach dokumentował życie w miejscu do którego przesiedlono go po II wojnie światowej czyli dolnośląską wieś Brzózka i okalające ją podwołowskie wsie.

Trudno zaklasyfikować tego typu fotograficzne skarby odkrywane co jakiś czas przypadkiem lub wskutek celowych poszukiwań. Jej swoistości nie wyczerpuje bowiem gatunkowe określenie jej jako fotografii chłopskiej, etnograficznej, „niedzielnej” (rodzinna pamiątka), ani amatorskiej czyli niedoskonałej technicznie, przypadkowej. Sam autor zdjęć mówi o sobie skromnie: „zdjęcia starałem się robić dobrze”. Wiele już napisano o aktywności fotograficznej i kolekcjonerskiej Czyżowicza. Trzeba tu zapytać co nowego przynosi wystawa. Pokazano na niej ponad 100 fotografii w postaci odbitek oraz około 200 w projekcji slajdów (jest też zrealizowany przez Sebastiana Martineza film dokumentalny o Czyżowiczu). Jak przyznaje Dyrektor Muzeum Etnograficznego, Elżbieta Berendt oraz kuratorki wystawy, Dorota Jasnowska i Elżbieta Baluch, etnografowie w opracowywaniu zbioru Czyżowicza podążyli śladami kulturoznawców, dokładnie zaś tropem albumu Śladami fotografii Augustyna Czyżowicza. Album z doliny Łachy, (Wrocław 2011, red. I. Topp, M. Barbaruk, P.J. Fereński, K. Konieczny). Na wystawie zobaczymy więc zdjęcia opublikowane już wcześniej, pojawia się jednak kilkanaście nowych fotografii, z których niektóre uznać trzeba za bardzo udane. Zwraca uwagę np. portret dziewczyny siedzącej przy stole, która nieśmiało patrzy w obiektyw. To fotografia przypominająca stylem prace Zofii Rydet ale o zupełnie innej skali emocji.

Wiemy, że fotografia poprzez zabiegi parcelacji, miniaturyzacji bądź powiększenia potrafi odsłaniać w świecie to, co tajemnicze, zagadkowe czy zakryte w normalnym postrzeżeniu. Można to rozumieć również dosłownie gdyż samo powiększenie zdjęć Czyżowicza pokazało w nich szczegóły, które nie były dotąd zauważane, na przykład to, że pośród siedmiu dziewczynek na schodach PGR-u siedzi mały chłopiec. Podobnie jest z walorami estetycznymi. Susan Sontag pisała o tym, że wraz z biegiem czasu fotografia, nawet amatorska, zwłaszcza zaś czarno-biała, staje się dziełem sztuki. Takie jest działanie „patosu przeszłości”. Z pewnością dziś zdjęcia Czyżowicza są lepsze, bardziej artystyczne niż były nimi pół wieku temu. Na wystawie możemy przekonać się również jak rozmiar fotografii potrafi rządzić klasyfikacją fotografii i ich odbiorem: te dużoformatowe, które powieszono na ścianach są przedmiotami percepcji estetycznej. Odbitki małych rozmiarów, wyeksponowane na stojakach stojących wzdłuż środka sali, automatycznie stają się przedmiotami etnograficznych, historycznych, osobistych dociekań i rozpoznań. Przy nich widzowie zatrzymują się dłużej, analizując szczegółowo temat fotografii.
Odbiór fotografii Czyżowicza rządzony jest przez dwie rywalizujące siły: „co” czy „jak” (pisała o tym Marta Miskowiec w Czułości na Brzózkę, „Format” 2012, nr 63). Wystawa w Muzeum Etnograficznym jest wizualnym ekwiwalentem tego dylematu. Oczywiście nie sposób tu wykazywać, że istotniejsza w zdjęciach fotoamatora z Brzózki jest forma (w większości przypadków zdjęcia te mogą być zaliczanie do nurtu tradycyjnej fotografii chłopskiej i wpisywane w estetykę ludową - portrety funeralne, zdjęcia weselne etc.), ale nie powinniśmy dać zwieść się tytułowi wystawy „Taka była rzeczywistość…”. Słowa te zaczerpnięte zostały z wywiadów przeprowadzonych z Czyżowiczem i odpowiadają zarówno dzisiejszej autoprezentacji fotografa, jak i zwyczajowym charakterystykom tego typu zdjęć. A zatem fotografia ma być „dowodem rzeczowym”, że coś się wydarzyło, ma być substytutem rzeczywistości, jej lustrzanym odbiciem.
No właśnie: lustrem. Patrząc na fotograficzne eksperymenty Czyżowicza z lustrem (autoportret wykonany lustrze jest zresztą na okładce katalogu wystawy), widzimy, że nie samo przedstawienie rzeczywistości „jaka była” jest tu najistotniejsze. Mamy np. zdjęcie dwóch dziewczyn nad stawem, gdzie w lustrze wody widzimy więcej niż w „bezpośrednim” oglądzie czy zdjęcie na którym kucająca wśród polnych grządek dziewczyna trzyma lustro po to by odbiła się w nim twarz innej dziewczyny, tej, która - jak okaże się później - zostanie jego żoną. Nie są to jedyne zabiegi formalne, które rozbijają przezroczystość przedstawienia: wyrazistym sposobem autorskiej interwencji są pisane na kliszy komentarze, które składają się na swoisty dialog z rzeczywistością (zdjęcia podpisane „Czemu się Halinka boisz”, „Cześć szwagier”, „Witamy gości”…) oraz nazwy serii, które zdradzają autorskie intencje co do tematu kolejnych zdjęć („Kronika Koleżeńska”, „Kronika Rodzinna”, „Moja! Kronika! Babska!”…).
Wystawa zdjęć Czyżowicza jest też okazją do pogłębienia refleksji o relacjach fotografii i czasu. Oprócz przesłanek ogólniejszej natury wystarczy tu przytoczyć jeden przykład. Ponieważ fotograf pisał komentarze na kliszy jakiś czas po ich wywołaniu, umieścił na nim podpis w czasie przeszłym. A zatem zamiast podpisu „Tak wygląda Brzózka w 1959 roku”, mamy „Tak wyglądała Brzózka w 1959 roku”. Ten zbieg okoliczności spowodował że Augustynowe fotografie od początku zanurzone są w przeszłości, wspomnieniu. Naocznie możemy zobaczyć, że teraźniejszość jest warstwowa, stanowi punkt wychylenia się w przeszłość, a zgodnie z intencją fotografa, także w przyszłość.
*
Wystawę „Taka była rzeczywistość…” można oglądać w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu od 16 kwietnia do 7 sierpnia 2016 r.