10 Mar

Rzeźby do słuchania

by Magdalena Barbaruk

 

13 marca 2016 r. we wrocławskim BWA zakończy się wystawa baskijskiego rzeźbiarza Eduardo Chillidy. Cieszy się ona niezwykłym zainteresowaniem publiczności (ponad 6000 widzów) i pokusić można się o stwierdzenie, że jest to jak dotąd najlepiej oceniana wystawa zorganizowana przez Europejską Stolicę Kultury.

Jej popularność jest świadectwem tego, że można ją oglądać na wielu płaszczyznach, za każdym razem czerpiąc z niej przyjemność. Nie bez racji porównuje się arcydzieła Chillidy do rzeźb Brancusiego czy Giacomettiego. O prawdziwej satysfakcji można jednak mówić dopiero gdy podąży się za ideą kuratorów, Inés R.Artoli i Ignacio Chillidy,którą lapidarnie określić można jako wydobycie muzyczności, brzmienia,rzeźb. Warto przypomnieć o wystawie z racji mocnego finałowego akordu, jakim będzie wykonanie podczas finisażu dwóch skomponowanych specjalnie na tę okazję przez José M. Sáncheza Verdú utworów (akordeon: Inaki Alberdi, kwartet saksofonowy: Sigma Project). Koncert ten odsyła bowiem do istoty kuratorskiego pomysłu.

Zacznijmy jednak od początku czyli od pierwszego kontaktu z ekspozycją. Scenografia zaprojektowana przez duet Matosek/Niezgoda (Piotr Matosek, Paulina Tyro-Niezgoda) jest zaprzeczeniem Muzeum Chillida-Leku, miejsca, które rzeźbiarz stworzył w Hernani by tworzyć i prezentować swoją sztukę. Tamto to otwarta przestrzeń, w której rzeźby wystawione są na działanie czynników naturalnych, oświetlone są baskijskim „ciemnym światłem” i wpisują się w naturę tak, że nierzadko odbierana jest nam pewność co jest rzeźbą a co elementem przyrody. Wrocławska ekspozycja to minimalistyczny black cube, na dodatek podzielona na dwa skrzydła. Chillidzie podobała się odpowiedź Giacomettiego, który zapytany o to dlaczego robi tak małe rzeźby powiedział, że chodzi mu o to by przestrzeń stawała się większa. Autorzy scenografii dla czterdziestu niewielkich rzeźb postawili na coś innego (z racji ograniczeń architektonicznych nie mieli zresztą innego wyboru) bo na stworzenie ograniczonej, klaustrofobicznej, przestrzeni, która maksymalnie sprzyjałaby medytacji, koncentracji, wyostrzeniu zmysłu słuchu, który jest zmysłem słabszym niż wzrok. Jak mówił Eugeniusz Rudnik - „Świat poznajemy okiem” - bodźce, które otrzymujemy za pomocą słuchu są bowiem ośmiokrotnie słabsze.
Pionier polskiej muzyki elektroakustycznej nie jest tu zresztą przywołany przypadkiem. Rudnik opętany był materialnością dźwięku, tym że tasiemkę z zapisem dźwięku można trzymać w dłoni, ciąć ją na kawałki. W prezentowanej na wystawie pracy „Hierros de temblor” [„Żelaza drżeń III”] (1957) widzimy, że cięcia na rzeźbie rozchodzą się jak fale dźwiękowe. To tylko jeden przykład materializacji dźwięku w twórczości Baska. W przypadku wystawy Brzmienia muzyczność materii nie jest bowiem luźną interpretacyjną metaforą. Kuratorzy dowodzą tego również w opublikowanych w katalogu tekstach (nie bez znaczenia jest tu fakt, że Artola jest historyczką sztuki i muzykolożką). Teksty w nim zamieszczone rzeczywiście pozwalają na zapoznanie się z filozofią sztuki rzeźbiarza. Wcześniejsza, objazdowa, wystawa rzeźb artysty, prezentowana w 2004 roku we wrocławskim Muzeum Narodowym i warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej pt. „Milcząca muzyka” (tytuł to nawiązanie do tekstów hiszpańskiego mistyka, św. Jana od Krzyża) koncentrowała się na inspiracjach muzycznych rzeźbiarza. Obecna podjęła zadanie zdecydowanie trudniejsze: pokazać jakie dźwięki emanują z rzeźby, jak różnią się fale dźwiękowe emitowane przez żelazo, alabaster, glinę szamotową czy papier (zdaniem Chillidy każda materia brzmi inaczej), uwyraźnić, że czas, przestrzeń, rytm, wibracja, wariacja to wspólne elementy kompozycyjne muzyki i rzeźby. Prezentowane dzieła w zamierzeniu twórcy i kuratorów powinny być odbierane jako „rzeźby do słuchania” (N. Sánchez), emitujące „dźwięki dla oka”. O tym, że obiekty te rzeczywiście tak działają świadczyć miały instalacje dźwiękowe Gorki Aldy, utwory powstałe z inspiracji twórczością Chillidy i miejscem ekspozycji, zwłaszcza zaś kaplicą, w której umieszczono alabastrową „Elogio de la luz XX”. Warto było zatem oglądać wystawę w samotności, gdy percepcji nie zakłócały bodźce inne niż te płynące z głośników.
W muzyce Aldy bardzo istotną rolę odgrywa cisza. Koresponduje ona z pustką w rzeźbach i pracach papierowych Chillidy, który nazywany bywa wymownie „architektem pustki”. Jej znaczenie eksponuje dobrze np. „Casa del poeta III” i wspomniana „Elogio de la luz”, w której pustka powstaje nie poprzez wyznaczanie granic lecz wydrążenie, opróżnienie. Rzeźbę tę traktować można jako prototyp kontrowersyjnego projektu „Montana Tindaya” to znaczy świątyni, którą Chillida chciał wznieść we wnętrzu świętej góry-wulkanu Tindaya na Fuerteventurze. Miała to być świecka świątynia będąca miejscem dla ludzi wszystkich wierzeń i ras. Alabastrowa rzeźba wygląda jak samotna góra ukształtowana upływem czasu. Choć jej jakości artystyczne i estetyczne są niezaprzeczalne, chyba najlepiej oddaje ona duchowy, mistyczny, sens twórczości Baska.

Magdalena Barbaruk

Finisaż wystawy Brzmienia, 11 marca 2016 (piątek), godz. 19