17 Lip

Awangardowy Wrocław w Warszawie – „Dzikie pola. Historia awangardowego Wrocławia” w Zachęcie

by Lena Wicherkiewicz

 

Na „Dzikich polach” wcale nie jest dziko. Jest porządek, precyzja, wręcz sterylność. Wystawa w Zachęcie dokumentująca powojenną historię awangardowej sztuki we Wrocławiu jest bardzo sumiennie przygotowana, porządkujący rygor ujmuje też jej część „ekspresyjną”, prezentującą kontrkulturę muzyczno-plastyczną lat 80.

Dziko nie jest również dlatego, że wystawa w zasadzie nie prezentuje wrocławskich „nowych dzikich” malarstwa…

Monumentalny projekt, wspólne przedsięwzięcie Muzeum Współczesnego we Wrocławiu i Zachęty Narodowej Galerii Sztuki. Efekt pracy kilkuosobowego zespołu kuratorskiego kierowanego przez Dorotę Monkiewicz: Michała Dudy, Anki Herbut, Anny Mituś, Pawła Piotrowicza, Adrianny Prodeus, Sylwii Serafinowicz i Piotra Stasiowskiego.

Układ ekspozycji jest chronologiczny, jej narracja rozpoczyna się w połowie lat 60, kiedy w mieście rozpoczęli swoją działalność artystyczną Jerzy Ludwiński i Jerzy Grotowski. Z inicjatywy pierwszego w mieście powstaje Galeria pod Moną Lisą, laboratorium sztuki konceptualnej w Polsce. Jerzy Grotowski zakłada we Wrocławiu Teatr Laboratorium, jeden z najbardziej progresywnych eksperymentów współczesnego teatru. Te dwie postaci wyznaczają także kierunki rozwoju formacji awangardowej we Wrocławiu – konceptualizm oraz nurt performatywny. Wystawę kończą – nowe, choć już pokazywane, prace Olafa Brzeskiego i Piotra Skiby. Wrocławska prezentacja ma charakter archiwum, jest rodzajem dokumentacyjnego rejestru. Przełamaniem tej archiwalnej metody jest włączenie w tkankę wystawy wątków-komentarzy współczesnych, jak praca Zbigniewa Libery „Lekcja historii”, zapisów działań, performance’ów zrealizowanych dla Muzeum Współczesnego we Wrocławiu, - akcje Oskara Dawickiego z Ars Cantorum z 20 czerwca 2013 roku czy Zorki Wollny lub ostatnich prace artystów związanych z Wrocławiem – Jerzego Kosałki czy Laury Paweli. Wystawę w Zachęcie można też czytać jako swego rodzaju wskazanie, nakreślenie kierunku, w którym podążać będzie wrocławskie Muzeum Współczesne kierowane przez Dorotę Monkiewicz, którym jest dokumentowanie, gromadzenie, opracowywanie i prezentacja dokonań współczesnych artystów, ze szczególnym uwzględnieniem historii awangardowego środowiska wrocławskiego. Zarówno na wystawie, jak i w bieżącej działalności Muzeum, historia splata się z teraźniejszością, czego symbolicznym znakiem może być tymczasowa siedziba MWW, mieszcząca się w schronie przeciwlotniczym z okresu Festung Breslau. Wystawa „Dzikie pola. Historia awangardowego Wrocławia”, która w Zachęcie ma swoją premierową odsłonę, będzie podróżować po Europie: do Kunsthalle w Koszycach, Museum Bochum i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Zagrzebiu.

Oglądając tę skrupulatnie przygotowaną prezentację, można odnieść wrażenie, że wyraźnie eksponuje ona jeden, choć niewątpliwie ważny, nurt awangardowej sztuki powstającej we Wrocławiu – konceptualizm oraz związane z nim tendencje medialne lat 60. i 70. i poezję wizualną. Towarzyszy mu, z mniejszą intensywnością, druga ważna tendencja, „ekspresyjna” – teatr poszukujący i kontrkultura lat 80.i początku 90., w tym drugim przypadku ograniczając się w zasadzie do prezentacji dokonań sceny muzycznej. Narracja wystawy zbudowana jest na opozycji i przenikaniu się wspomnianych powyżej dwóch przeciwstawnych energii artystycznych: konceptualnej i ekspresyjno-performatywnej. Społeczno-politycznym tłem jest zaś „oswajanie” miasta i Ziem Odzyskanych, w które awangardowe tendencje zdają się dobrze się wpisywać. Nieco zaskakującym elementem jest włączenie w narrację wątku „tradycyjnego” – fragmentu historii filmu polskiego, obrazów, które powstały we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych.

W strukturze wystawy wyodrębnionych zostało siedem sal/przestrzeni, wyznaczających punkty węzłowe: konceptualizm i dokumentację działań Galerii pod Moną Lisą, poezję konkretną (prace Stanisława Dróżdża) plenery i sympozja (Wrocław’70, wystawy Architektury Intencjonalnej Terra-1 i Terra-2, plener Ziemia Zgorzelecka), doświadczenie teatru eksperymentalnego – działalność Jerzego Grotowskiego (Teatr Laboratorium) i Helmuta Kajzara (Teatr Współczesny) oraz artystów wizualnych związanych z ruchem teatralnym – Krzysztofa Zarębskiego oraz Krzysztofa M. Bednarskiego. W sali czwartej prezentowane są dokonania artystów tworzących Galerię PERMAFO: Zbigniewa Dłubaka, Natalii LL i Andrzeja Lachowicza oraz działalność kuratorska Natalii LL – pierwsza wystawa sztuki feministycznej z udziałem Carolee Schneemann, Noémi Majdán, Suzy Lake i inicjatorki tego przedsięwzięcia. Piąta przestrzeń wystawy dotyczy kontynuacji medialnych poszukiwań zapoczątkowanych przez PERMAFO, prezentuje, i przypomina, sylwetki młodszego pokolenia artystów kontynuujących poszukiwania w tym nurcie – Anny Kutery, Romualda Kutery, Lecha Mrożka. Ostatnie dwie sale, szósta i siódma, prezentują dwa zagadnienia – historię wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych (kręcono tu zdjęcia m.in. do „Popiołu i diamentu”, „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, „Zdjęć próbnych”, „Salta”) oraz dokumentację koncertów i działań paramuzycznych wrocławskiego środowiska lat 80. i początku 90. – grupy „Kormorany”, Klausa Mittfocha i Los Loveros oraz plastycznego – grupy Luxus, kultury spontanicznych zdarzeń muzycznych i fanzinów Tą tematyką narracja płynnie przechodzi do czasów współczesnych, dotykając jeszcze subtelnie „dzikiego malarstwa”. Wystawę kończą dwie współczesne realizacje wrocławskich artystów średniego pokolenia – „Francis” Olafa Brzeskiego i „Sausage Hero” Piotra Skiby.

Za mało jest na wystawie prac reprezentujących nurt nowej ekspresji, „dzikiego malarstwa”, tendencji, która była niezwykle silna w środowisku wrocławskim, nie pozostając bez wypływu na współczesność. Szkoda, że tak nieśmiało sygnalizują ją tylko obrazy Krzysztofa Skarbka i Janka Kozy. W ogóle wydaje się, że epilog wrocławskiej prezentacji nie dorównuje energią i precyzją pozostałym jej częściom. Być może ta część awangardowej historii sztuki Wrocławia wymaga jeszcze pogłębionej refleksji większego historycznego dystansu?

Mimo „niedosytu dzikości” wystawę w Zachęcie zobaczyć trzeba. Przede wszystkim dlatego, by odrobić lekcję z polskiej historii sztuki współczesnej opowiedzianej z perspektywy Wrocławia i zobaczyć efekt skrupulatnej pracy kuratorów-muzealników.

Lena Wicherkiewicz