19 Cze

WOJCIECH SOBCZYK "OSIEM BAJEK" - z cyklu EX-CENTRYK

by Darek Vasina

 

Piszę o wystawie, której jeszcze nie ma. Piszę o wystawie, którą sobie wyobrażam.
Właściwie nie można by sobie lepszego miejsca na tę wystawę Sobczyka wymarzyć.

Krużganki Kościoła Dominikanów wydają się być stworzone dla tej ekspozycji, a jego prace wydają się być specjalnie stworzone, by w tej przestrzeni zaistnieć.
Choć czy ta korelacja miejsca z obiektami nie jest przypadkiem jakimś uproszczeniem? Prace tworzone w sposób niedzisiejszy, we wnętrzach z czasów już zupełnie niedzisiejszych. Przestrzeń, gdzie pewne pytania nie mają racji bytu.
Lubię tę wystawę w mojej głowie, szaro- niebieski, lekki półmrok, spokój i harmonia. Ryba wygląda jakby wisiała tu od ponad trzystu lat. Podobnie szafa- ołtarz, akwaforty, miedzioryt, rzeźby licujące z marmurowymi nagrobkami, stół z bolesnymi odbitkami, całuny, papierowe ubrania uszyte z rysunków.
Gdy chodziłem dawniej po krużgankach dominikańskich, nie mogłem się pozbyć refleksji o miejscu poza czasem, miejscu gdzie czas płynie inaczej, nie szybciej, nie wolniej, raczej „w bok”. Prace Sobczyka też są „w bok”. Sobczyk jest „w bok”. Bo jak inaczej nazwać artystę, który postanawia udowodnić szlachetność i doskonałość natury ludzkiej przez ukazanie umiejętności warsztatowych, gdzie doskonałość rzemiosła jest w sumie kolejnym dowodem pochodzenia od Istoty Doskonałej? (Można też oczywiście przyjąć koncepcje, że gdzieś na rozstaju dróg, Wojciech Sobczyk jak Robert Johnson podpisał weksel własną krwią.)
Jak nazwać artystę, który na obiekt eksperymentu wskazuje, a raczej skazuje samego siebie? Ale on może. Jemu wolno. Za co się nie weźmie, to mu wychodzi. Przeklęty Sobczyk. Wybacz mi Boże, przecież sam kapnąłeś w naturę artystów kroplę zazdrości. Wymyślił sobie mebel z intarsji, no to nauczył się sztuki intarsji. Stiuki? Nic prostszego! Realistyczna rzeźba, portret ukochanej? Już się robi, choć tutaj, muszę przyznać szczerze, siła uczucia może mieć znaczenie… Po drodze namalował martwą rybę jak żywą, „machnął” miedzioryt plus 200 akwafort, zrobił odlewy- całuny naturalnej wielkości. Do tego jeszcze stół wypalony grafikami, kopia średniowiecznego obrazu, wideo, obiekty, rysunki, koncepcje. Sobczyk nie może się zatrzymać. Pędzi wyrzucając z siebie artefakty. Za pomocą nich opowiada o miłości, śmierci, nieuchronności przemijania, wyświechtane tematy, których nigdy się nie pozbędziemy. Opowiada o nich na swój indywidualny sposób i ja mu wierzę. Niech pędzi dalej. Ja posiedzę sobie jeszcze trochę na wystawie, którą sobie wyobrażam.

Darek Vasina