12 Gru

Wystawa „Maria Bartuszova. Formy przejściowe” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

by Lena Wicherkiewicz

 

Niewielkie wygrodzone pomieszczenie w otwartej przestrzeni Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Stojące na podłodze proste, surowe, niskie stoły-podesty, na nich – białe, gipsowe rzeźby o organicznych formach, krągłe, obłe, nabrzmiałe, czasem – spękane, jakby zatrzymane w procesie destrukcji.

Ulotne i kruche. Na to pierwsze wskazują także wysiłki „przytrzymania” lub „scalenia” niektórych obiektów za pomocą sznurków. Delikatne niczym skorupki jajek i ulotne jak dmuchawce, emanują jednocześnie nieposkromioną siłą natury. Kilka prac wykonanych zostało w metalu – aluminium i brązie, lecz nawet w nich wyczuwalna jest momentalność i przejściwość ich istnienia. Twórczość słowackiej rzeźbiarki Marii Bartuszovej (1936-1996), bo to ją prezentuje opisywana wystawa, szerszej publiczności zaprezentowały w 2007 roku 12 Documenta w Kassel. Teraz możemy ją poznać bliżej w Warszawie, możemy jeszcze w tym świąteczno-noworocznym czasie, do 6 stycznia przyszłego roku. Warto to zrobić, bo wystawa miękko wpisuje się w pejzaż za oknem i transformującą, melancholijną, wewnętrzną naturę zimowego czasu. Napisałam „poznać bliżej”, bowiem twórczość Marii Bartuszovej nie jest u nas zupełnie nieznana. Kilka jej rzeźb można było już oglądać w 2009 roku, także w MSN, na wystawie „Niezgrabne przedmioty”, gdzie towarzyszyły pracom Aliny Szapocznikow, Louise Bourgeois, Pauline Boty, Evy Hesse i Pauliny Ołowskiej. Ekspozycja sprawia wrażenie subtelnej i kameralnej, introwertycznej, z dala od zgiełku pozostałych projektów MSN. Trudno jest nazwać ją „retrospektywą”, takiej zresztą artystka nie doczekała się za życia i teraz także trudno byłaby ją zrealizować, choć warszawska wystawa pieczołowicie gromadzi i kreśli najważniejsze wątki praktyki twórczej słowackiej rzeźbiarki: procesualność, przejściowość, ulotność, związek z naturą. „Retrospektywna niemożność” wynika nie tylko z sytuacji życiowej artystki, tworzącej w cieniu męża Juraja Bartusza, także artysty, lecz przede wszystkim – z charakteru jej sztuki: świadomie efemerycznej, czego konsekwencją był wybór rzeźbiarskiej materii – gipsu, twórczości skupionej na procesie, nie na trwałości jego końcowego efektu. Za życia Maria Bartuszova uczestniczyła w kilku zaledwie projektach zbiorowych z Klubem Konkretystów oraz zrealizowała nieliczne zamówienia publiczne. Na jej zachowany do dziś dorobek składa się około 400 kruchych rzeźb, fotografie dokumentalne i filmy. Charakter jej sztuki stoi zatem w wyraźnej opozycji do monumentalnych, retrospektywnych ujęć i zapewne wierniej oddać go może tak subtelna forma prezentacji jak ta, którą wybrały kuratorki warszawskiej wystawy Marta Dziewańska i Gabriela Garlatyová. Maria Bartuszova urodziła się w Pradze, jednak po ukończeniu studiów tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, w 1961 roku, wraz mężem przeniosła się do prowincjonalnych Koszyc. Spędziła tam resztę swojego życia, pracując zarobkowo, artystyczne, zajmując się wychowaniem -od pewnego momentu samotnym –dzieci. Twórczość, choć bardzo istotna, nie zdominowała jej życia. Do dziś w tkance miejskiej Koszyc zachowały się prace Bartuszovej, szczególnie zjawiskowa jest aluzyjna rzeźba stojąca przed krematorium Zeleny Dvor: dwie półkule, sfery z białego kamienia, jedna nad drugą, niedokładnie nachodzące na siebie. Jako podstawowy materiał do swoich prac artystka wybrała ten dość niewdzięczny, kruchy i szkicowy – gips. On zdeterminował charakter jej twórczości, nie tylko bezpośrednio, materialnie, lecz także – oddał jej głęboką istotę. Maria Bartuszova eksplorowała w swoich rzeźbach i obiektach obszary nieoczywiste i momentalne – kruchość, nietrwałość materii, przemijanie, transformacyjność, procesualność, relacje z naturą. Jej prace są niezwykle haptyczne, „dotykalne”, wyczuwa się w nich manualny charakter pracy. Wiele obiektów ma charakter przejściowy, nie tylko ze względu na kruchość materiału, ale także dlatego, że w ich kilkuelementową strukturę wpisana została zmienność formy. Artystka zakładała manualny kontakt z obiektem, zmianę jego formy w wyniku interakcji odbiorcy, co świadczy o na wskroś nowoczesnym spojrzeniu na rzeźbę. Między innymi takie „interaktywne” rzeźby prezentowane są na wystawie: kilka „Figur złożonych”, „Rzeźb dwuczęściowych”, czy „Rzeźb trzyczęściowych”.Artystka naśladowała w swojej praktyce naturalne procesy, jak pączkowanie, pulsowanie, kiełkowanie, nabrzmiewanie, pękanie. Wzmagała je poprzez rzeźbiarskie metody pracy – zgniatanie, ściskanie, cięcie, pętanie – działania mające posmak deformacji, nie popadającej jednak w mroczną destrukcję. Deformacyjny aspekt łączy ją ze sztuką Lucia Fontany, którego sztukę bardzo ceniła, i któremu także poświęciła cykl swoich prac, dwie z nich możemy oglądać na wystawie („Hommage á Fontana I” i „Hommage á Fontana II”, obie z 1987 roku). Rzeźby Marii Bartuszovej charakteryzuje niezwykła sensualność i haptyczność, a także, niewyrażona bezpośrednio, erotyka. Oglądając wystawę pomyślałam o polskich artystach, którzy poruszają się w kręgu podobnych, co słowacka rzeźbiarka, zagadnień. Przejściowość, momentalność problematyzował w swojej sztuce, w fotografii i wideo, Zygmunt Rytka, zaś organiczność i procesualność stanowią istotne wątki obiektów fotograficznych Basi Sokołowskiej. Wartością warszawskiego projektu poświęconego twórczości Marii Bartuszovej jest również podjęcie próby teoretycznego ujęcia w postaci międzynarodowego sympozjum, które odbyło się 25 września, a także towarzyszący wystawie bogaty program edukacyjny. Przywołanie twórczości słowackiej rzeźbiarki mieści się w procesie przepisywania i uzupełniania kobiecej historii sztuki, którą to misję, między innymi, konsekwentnie realizuje warszawskie muzeum. Warto udać się na wystawę do MSN, w zgiełku muzealno-galeryjnych propozycji ta ekspozycja ma w sobie czystość i spokój, chwilowość i iście zeistyczną naturę. Do refleksji u schyłku roku.

Lena Wicherkiewicz