13 Wrz

Cielesne figury - wystawa „Corpus” w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki

by Lena Wicherkiewicz

 

To wystawa, na którą szłam do Zachęty z wielką nadzieją i drżeniem. Jej temat jest mi niezwykle bliski, zaś książka Jeana -Luca Nancy’ego „Corpus”, jedna z dwóch tego filozofa inspirujących i patronujących wystawie i nadająca jej tytuł, to ważna przygoda intelektualna.

Dobrze pamiętam, kiedy ukazało się jej polskie tłumaczenie, dokonane przez Małgorzatę Kwietniewską, związaną z kręgiem łódzkich filozofów zajmujących się współczesną myślą francuską i filozofią różnicy. Niezwykle cenię także wystawiennicze projekty Marii Brewińskiej. Zatem - wielkie nadzieje i oczekiwania.

„Corpus”, bo o nim mowa, podejmuje tematykę ciała i cielesności i, podążając za myślą Jeana-Luca Nancy’ego, ujmuje ją w perspektywie nierozerwalnej jedności naszej fizycznej powłoki i duszy. To wystawa dość kameralna pod względem zajmowanej przestrzeni ekspozycyjnej – ograniczona do Małego Salonu Zachęty, skoncentrowana i gęsta. Można wręcz odnieść wrażenie, że zarówno wielowątkowość tematu, jak i liczba uczestniczących artystów – dwudziestu trzech – oraz ilość eksponowanych prac, „rozsadzają” te niezbyt duże pomieszczenia. Poza ściśle określonym, korporalnym motywem, projekt jest także interesującym przeglądem współczesnej sztuki od lat 70. ubiegłego wieku do dziś. Część prac znana, pokazywana na wystawach w ostatnich latach, ale są też prace nieopatrzone i „świeże” w kontekście cielesnego tematu. Klasyczki sztuki ciała i perfomance’u - Ana Mendieta, Valie Export, Hannah Wilke i Marina Abramović oraz rzeźby - Alina Szapocznikow - spotykają swoje następczynie: Sigalit Landau, Sarę Lucas i Klarę Lidén. Do tego wyboru dodajmy jeszcze prace z nurtu fotomedializmu – fotografie Duane’a Michalsa i Friederike Pezold oraz wideo Zbigniewa Libery, to ostatnie ideowo otwierające nurt polskiej sztuki krytycznej kolejnej dekady. Tuż obok oglądamy realizacje najnowsze, przede wszystkim obiekty i malarstwo: Magdaleny Moskwy, Betty Tompkins i Dominika Lejmana. Do tych, klasycznych już, prac tworzących historię sztuki II połowy XX i początku XXI wieku, jakby mimochodem, a może, by wyznaczyć kierunek myśli, dodane zostały ilustracje ze starych atlasów anatomicznych.

„Corpus” oglądam w pierwszy czwartek po uroczystym wernisażu. Publiczność tłumnie zgromadziła się zwłaszcza przy pracy Vanessy Beecroft, monumentalnym wideofresku, inscenizacji z udziałem wielkiej grupy niemalże nagich kobiet w różnym wieku. W tej „żywej naturze” kobiecych ciał, w ich naturalności i pięknie, kryje się być może ślad idei klasycznego aktu, postrzegającego ludzkie ciało jako odbicie fizycznej i duchowej doskonałości. Aż szkoda, że realizacja nie jest prezentowana w formie wielkoekranowej projekcji, jej monumentalność byłaby wówczas jeszcze bardziej odczuwalna.

Z myślą Jeana – Luca Nancy’ego ujmującą ciało jako powłokę dla myśli i czucia, wydają się najbardziej korespondować prace Magdaleny Moskwy. Te malarskie obiekty, bardzo konkretne, choć przecież niedosłowne: ich cielesna, lecz iluzoryczna, namacalność jest wynikiem niezwykłej biegłości artystycznej, ale przede wszystkim wyrazem głębokiego namysłu nad naturą ciała i istotą obrazu, doprowadzając do utożsamienia ich obu. Jednak żal, że obrazom brak właściwego oświetlenia i sąsiedztwa realizacji bardziej pokrewnych ideowo. Odwołanie do innego wątku filozofii Nancy’ego, kontekstu tradycji chrześcijańskiej, ucieleśnienia Słowa i cielesnej ofiary, jest również na wystawie bardzo widoczny. To zagadnienie podejmuje otwierający wideomalarski „Status” Dominika Lejmana z 2005 roku, będący transpozycją obrazu Andrei Mantegni „Martwy Chrystus”, czy eksperymentalna animacja „Sanctus” Barbary Hammer z 1990 roku.

Kolejnym motywem „Corpusu”, nie wiem, czy nie najliczniej reprezentowanym, są nasze cielesne trudne doświadczenia i ostateczne przeznaczenie: uleganie chorobom i niepełnosprawności, urazy i cierpienia fizyczne, proces starzenia i nieuchronność śmierci. Sztuka wielokrotnie tę egzystencjalną refleksję podejmowała, odnoszę jednak wrażenie, że z większą głębią i wyrazem godności dla bohaterów niż uczynił to Zbigniew Libera w „Obrzędach intymnych” lub mniej dosłownie niż ujawniają to współczesne tańce ze śmiercią: „Akt ze szkieletem” Mariny Abramović (wideo, 2005) czy w seria fotografii Brigit Jürgenssen z lat 1979-80.

Z wystawy przeziera bardzo pesymistyczny, „ciężki” obraz ciała: kawałkowanego, cierpiącego, okaleczanego, seksualnie uprzedmiotowionego. Katalog cielesnych naruszeń. Spis cielesnych rzeczy. Porusza, wręcz boli, eksponowanie korporalnej mięsności, instrumentalne ujęcie ciała jako obiektu, cielesnego, zimnego faktu. Jeśli pojawia się aspekt seksualny, to pozbawiony zmysłowości - brutalny czy chorobliwy, jak u Valie Export czy w obrazach Betty Tompkins. Jest chłodno i materialnie, z niepokojącym dystansem, bądź niezdrową ciekawością. To, niestety, dość powszechne spojrzenie, nie tylko na tej wystawie. Niedosyt realizacji dotykających ciała z czułością i ciepłem, mówiących o cielesnej komunikacji, sensualnie, nawet wówczas, gdy opowieść dotyczy choroby. Tę dotkliwość zaledwie w niewielkim stopniu łagodzą rzeźby Aliny Szapocznikow i fotografie Duane’a Michalsa .

Oglądając wystawę zastanawiałam się, dlaczego nie ma na niej, choć nie tylko na niej, miejsca na inny namysł nad ciałem: uwzględniający również jego psychopercepcyjny wymiar, pielęgnujący podmiotową wartość, z szacunkiem odnoszący się do naszego żywego, czującego fundamentu. Może takie ujęcie byłoby obecnie uznane za odważne? A może nie nadszedł jeszcze na nie czas?...

Lena Wicherkiewicz

Kuratorka: Maria Brewińska

wystawa „Corpus” w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki

wybrane zdjęcia z wystawy: