18 Cze

GRAEME VAUGHAN – Sztuka gubienia się

by Paweł Jagiełło

 

Od 30 maja w łódzkiej Galerii Ars Nova, w związku z trzynastą edycją Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w Łodzi, możemy oglądać wystawę zdjęć Graeme Vaughana – brytyjskiego fotografa zamieszkującego aktualnie w Berlinie, który w swoich pracach koncentruje się przede wszystkim na problematyce urbanistycznej, czasami również na wnętrzach, pejzażach i okazjonalnie portretach.

W prezentowanym cyklu „The practice of becoming lost”, powstałym z zamiłowania do podróży i zgłębiania nowych przestrzeni miejskich, Vaughan zadaje sobie pytanie: „kiedy tak naprawdę możemy powiedzieć, że znamy jakieś miejsce”? Rezultatem poszukiwania odpowiedzi są wystawione serie fotografii z Palermo, Warszawy i Pragi. 

Kluczową kwestią dotyczącą znajomości danego terenu jest sposób nawigacji – to, w jaki sposób określamy nasze położenie oraz jak obieramy drogę do celu. W przypadku miejsca, którego nie znamy, dobrym sposobem może być zaadoptowanie sposobu nawigacji tubylców. Graeme Vaughan wybiera osobę z tłumu – do pewnego stopnia przypadkową, bacząc jednak, by sprawiała wrażenie znającej teren – i zaczyna za nią podążać. Nieświadomy swej roli przewodnik wędruje własnymi utartymi ścieżkami, albo wręcz przeciwnie, wyjątkowo tym razem kieruje się tam, gdzie bywa rzadko. Ostatecznie jednak, w większości przypadków, prowadzi artystę po trasach, które wytycza życiowa konieczność, w miejsca pozbawione turystycznego blichtru, niewyeksploatowane symbolicznie, w pewnym sensie „dziewicze” dla oka potencjalnego odbiorcy, czekające na opisanie, otwarte na nowy ładunek znaczeniowy.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że Graeme Vaughan nie korzysta z naturalnego uroku tych miejsc, w tym sensie, że nie stara się go wyeksponować, zamiast tego estetyzuje, kadruje zgodnie z własnym zainteresowaniem. Ma oko konstruktywisty – bardzo syntetyczne. Często interesują go ostre krawędzie, płaskość obrazu, linie i kąty, piony i poziomy, przylegające do siebie płaszczyzny. Wielokrotnie nie oglądamy fotografowanego miejsca w szerszej perspektywie, w jego całej okazałości. Zamiast tego drobny wycinek, jakieś okna budynku, kawałek ściany, fragmenty otoczenia układające się w figury geometryczne. Próżno na tych zdjęciach szukać ludzi – nie leżą oni w sferze zainteresowań fotografa, choć przecież odgrywają pewną rolę w tym projekcie. Ich udział sprowadza się jednak do nieświadomego wspierania związków przyczynowo-skutkowych, na takiej zasadzie, na jakiej rzut kostką, czy monetą wpływają na podjęcie decyzji. 

Artysta przypomina, że fotografia od zawsze była związana z podróżowaniem i odkrywaniem. Za jej sprawą dokumentujemy znaleziska, upamiętniamy wydarzenia. Ulegając tej tradycji, Vaughan tworzy tzw. „notatniki” – małe, zgrabne książeczki ze zdjęciami z poszczególnych miast, w których realizował swój projekt. Jak dotąd powstały trzy takie publikacje. Oczywiście na wystawie zdjęcia eksponowane są wyłącznie w zwyczajnej formie, z passe-partout i w ramce, choć przydałby się taki mały papierowy fetysz jako dodatek. Pomysł jest niewątpliwie inspirujący i z niecierpliwością czekamy na kolejne „notatniki”, przedstawiające wybrane miasta w innym świetle, tworzące narrację niekiedy niesamowitą w swej banalności, zupełnie odmienną od tej oficjalnej, będącej turystycznym wabikiem.

Paweł Jagiełło