04 Mar

Panorama nowoczesności

by paweł jagiełło

Muzeum Sztuki w Łodzi dowodzi po raz kolejny, że nie ma zamiaru stać się skostniałym tworem, czy wręcz – jak chcieli futuryści – „cmentarzem”. Otwarta 24 stycznia wystawa w MS2 „ Atlas nowoczesności ” wpisuje się w trwającą od siedmiu lat autoanalizę tożsamości tej instytucji.

W ramach tego procesu Muzeum przygląda się swojej kolekcji, buduje nowe konteksty należących do niej dzieł, pozwalając tym samym na ich ponowne odczytanie. Działania te rozpoczęto serią trzech wystaw, w latach 2007-2008, które ukazywały przechowywane tam prace z różnych perspektyw badawczych: politycznej, formalistycznej i psychoanalitycznej. Od 2008 roku, od kiedy zbiory wystawiane są w oddziale ms2, kolejne wydarzenia są próbą badania i odkrywania na nowo potencjału muzealnej kolekcji. O ile w „Przemieszczeniach” chodziło o kwestię aktualizacji, twórcze przesunięcie znaczeń, zaś w „Korespondencjach” o zestawienie dwóch kolekcji, o tyle w „Atlasie” motywem przewodnim jest wgląd w zjawiska, które, z perspektywy czasu, jawią się nam jako wyznaczniki epoki modernizmu, jej atrybuty, ale niekiedy również stygmaty. W ten sposób Muzeum skutecznie unika pułapek ujęcia chronologicznego, wkraczając w kolejny etap ożywczego procesu badawczego.

Jak podkreśla dyrektor muzeum i jednocześnie kurator, Jarosław Suchan, inspiracją dla „Atlasu nowoczesności” była wystawa „Atlas. How to carry the world on one’s back?” przygotowana w Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofía przez Georgesa Didi-Hubermana, sięgająca po koncepcję „Atlasu Mnemosyne" Aby’ego Warburga – niemal mitycznego już dziś dzieła, powstającego w latach 1925-1929, będącego zbiorem plansz z czarnej tkaniny rozpiętej na ramach, do której przytwierdzone zostały fotografie, fragmenty katalogów, wycinki z gazet i ilustracje wyrwane ze swego pierwotnego kontekstu. W specyficzne metodzie badawczej Warburga, od samych obiektów ważniejsze były relacje w jakie te obiekty wchodziły – ich zaskakujące złożenia ukazujące związki pojęciowe, czy ikonograficzne, które funkcjonują poza ścisłą chronologią. Ten aspekt „Atlasu Mnemosyne” został do pewnego stopnia zaimplementowany jako model organizujący wybrane zbiory muzealne przy okazji wystawy w Muzeum Sztuki w Łodzi. Jak się okazuje, była to trafna decyzja, bowiem siłą wystawy są właśnie błyskotliwe zestawienia prezentowanych tam dzieł.

Prace zostały pogrupowane według 14 pojęć uznanych za kluczowe dla naszego doświadczenia nowoczesności, m.in. takich jak „rewolucja”, „autonomia”, „kapitał”, „maszyna”, „postęp”, „eksperyment”, „propaganda”, „tradycja”. Uzyskano tym samym tematyczny kolaż, który – jak słusznie podkreślają organizatorzy wystawy – oddaje współczesny sposób widzenia świata z całą jego wyrywkowością i kalejdoskopowym charakterem. Ten sposób prezentacji pozwala też uznać wystawę za układ permanentnie otwarty, umożliwiający nieustanne dokładanie kolejnych elementów, mnożenie zestawień i skojarzeń. Oczywiście dzieła prezentowane w „Atlasie nowoczesności” nieprzypadkowo znalazły się w takiej właśnie, a nie innej, konfiguracji, jednak pierwsze zetknięcie z ekspozycją daje znane nam wszystkim odczucie medialnego szumu – przełączenia telewizora na kanał, gdzie właśnie leci rozbiegówka serwisu informacyjnego – co w tym wypadku należy uznać za mocny zabieg estetyczny ze strony zespołu kuratorskiego. Sugestię na temat tego, jak wygląda nowoczesność widz otrzymuje zatem na kilku poziomach.

Oglądając ten specyficzny atlas, jaki zaprezentowano w ms2, nie tyle mamy poczucie zwiedzania wystawy sztuki nowoczesnej, ile raczej kontaktu z bezlitośnie poszatkowaną panoramą nowoczesności. Sprzyja temu różnorodność prac, odważne wyeksponowanie zbiorów fotografii dokumentalnej i podróżniczej oraz materiału filmowego. Pod hasłem „tradycja” natrafiamy na rzadko dotąd pokazywany w muzeum „Zapis socjologiczny” Zofii Rydet i na fotografie Jana Kosidowskiego z cyklu „Mongolia”. Jeszcze lepiej jest wówczas, gdy zaczynają oddziaływać na siebie prace z zupełnie różnych porządków: na koła z płócien Wojciecha Fangora patrzy się nieco inaczej, gdy znajdują się one w pobliżu eksperymentalnego filmu Stefana i Franciszki Themersonów „Oko i ucho”. Doskonale wykorzystano też pojemność znaczeniową poszczególnych pojęć: w „normę” świetnie wpisują się przecież zarówno projekt wystawienniczy Władysława Strzemińskiego składający się z krzesła, stołu i fotela, jak i „Hermafrodyta” Zbigniewa Libery, czy film „Kontestator” Jacka Niegody. Świetny efekt daje też przejście od malarstwa socrealistycznego i projektów plakatów stworzonych w tym duchu do prac Josepha Beuysa i „Pozytywów” Zbigniewa Libery w dziale „propaganda”. Ponadto same działy, również się przenikają: „miasto” z „maszyną”, „norma” z „tradycją”, czy „ja” z „katastrofą”, ukazując raz bardziej, raz mniej oczywiste tropy myślenia o nowoczesności.

Wystawa nie formułuje żadnych tez w sposób kategoryczny, raczej skłania do namysłu, a także do ciągłego stawiania pytań, i to pytań w gruncie rzeczy poważnych, zarówno o pierwotny sens projektów modernistycznych, zasięg ich oddziaływania i długofalowe skutki, jak również o to, w jakiej epoce tak naprawdę żyjemy i co decyduje o jej kształcie. Ponadto, podskórnie pojawia się ściśle związane z modernistyczną awangardą – i do dziś aktualne – zagadnienie mocy sprawczej sztuki oraz pokładanej w nią wiary. Ten krytyczny wymiar instytucji muzealnej ze szczególną mocą chcieli wyeksponować organizatorzy, również ze względu na wyjątkowo silne związki łódzkiego Muzeum Sztuki z ideą krytyczności zapoczątkowane przez osobę Władysława Strzemińskiego i pozostałych inicjatorów stworzenia kolekcji sztuki nowoczesnej, którzy cel istnienia Muzeum upatrywali właśnie w ciągłym rewidowaniu sądów dotyczących istotnych aspektów sztuki.

Paweł Jagiełło