22 Oct

W relacji do... rozmowa z Kają Solecką

by Zyta Misztal v. Blechinger

 

„Żyjesz wtedy i tylko wtedy, gdy masz życie psychiczne. Jakkolwiek mogłoby ono być rozpaczliwe, nieznośne, mordercze, radosne, to życie psychiczne – które łączy różne systemy, przedstawienia obejmujące język – pozwala na dostęp do własnego ciała i do innych ludzi. Twoje życie psychiczne jest dyskursem, który działa. Szkodzi ci, czy też ocala, jesteś jego podmiotem[1]

Z Kają Solecką rozmawia Zyta Misztal v. Blechinger

Wychowałaś się w sercu Krakowa, mówisz po francusku, czytasz poezję angielską w oryginale, grasz na pianinie, projektujesz. Jako malarka odnosisz międzynarodowe sukcesy. Wystawiały cię galerie w Londynie, Paryżu a nawet w Maroku. Twoje obrazy kolekcjonują ludzie z całego świata. Jesteś artystką kompletną? Myślisz, że powyższy cytat to dobry prolog? Może stanowić wprowadzenie do naszej rozmowy?  

Na fortepianie gra moja siostra, ja nie jestem wybitnym wirtuozem, choć owszem lubię grać.  Fotografię i projektowanie odstawiłam na bok, bo bardziej absorbuje mnie malarstwo. O moich sukcesach w Londynie, czy Paryżu wiedzą nieliczni.  Nie wiem czy jestem kompletna. A gdy zapytałaś mnie o ulubionych autorów wielkich tekstów kultury, poczułam niepokój.  Nie chcę w żaden sposób dać się „u pozycjonować”. Rzucając nazwiskiem i tytułem, skazuję się na zaszufladkowanie, jakiś myślowy skrót. Powiem : Sylvia Plat, Rainer Maria Rilke albo Julia Kristeva …

… I następuje ciąg skojarzeń - samotność, egzystencjalizm, melancholia. 

Właśnie. Nie sądzę, aby można było poznać człowieka po tym, co czyta. Pytanie czy w ogóle można poznać człowieka.  Sądzę, że jestem homo multiplex [2].  Jak Julia Kristeva, opowiadam się za złożonością „ja” i  nieustanną zmiennością. Zatem zostawmy cytat Julii warunkowo.

Zastrzegając, by traktować go tylko jako trop?

Tak.

Powiedziałaś mi, że zarówno „Czarne słońce” jak i „Potęga obrzydzenia” są tekstami  bardzo ci bliskimi.

Tak, ponieważ pomogły mi zrozumieć siebie. Moja intuicja od dawna mówiła mi, że istnieje związek znaków z ciałem człowieka. Malarstwo jest dla mnie taką synergią, świadectwem uczuć. Próbuję najlepiej jak umiem powiązać je z moim doświadczaniem rzeczywistości.  Moja twórczość nie bazuje jednak na materiale jakim jest nastrój, choć przekształcam to uczucie w rytmy, znaki, formy i symbole, oczywiście.

Twoje prace są pełne poetyki i tak, jest w nich wiele symboli. Niektóre pojawiają się wprost, jak chociażby znaki żywiołów wody, czy ognia. Inne to zaledwie sugestie – powtórzenia, szachownice, motyw półksiężyca.

Motyw półksiężyca? Myślę, że to najprostszy gest ręką - podświadomość i intuicja. Szachownica jest oczywiście polem gry dla zachowania równowagi sił. Myślę, że sam obraz dąży do równowagi. Trójkąt i koło są dla mnie rodzajem emblematu. Zresztą jak cały język geometrii, ale nie nadawałbym im zbytniej wagi – mistycyzm, religijność, czy alchemia są już nazbyt wyeksploatowane.

Być może, ale ty wyjątkowo wprawnie operujesz tym językiem. Weźmy pod uwagę fakt, że swoje przedstawienia wpisujesz w kwadrat– Niebieskie Jeruzalem; Boska doskonałość. Czy kwadrat nie symbolizuje czterech stron świata, zaś w buddyzmie bram czterech żywiołów?

Wody, ognia, wiatru i ziemi, w centrum których znajduje się umysł tożsamy z żywiołem przestrzeni, z której wszystko się wyłania. Tak. To naturalna droga dla kogoś kto poszukuje. Przyznaję, szukałam odpowiedzi w filozofii buddyzmu tybetańskiego, wędrowałam poprzez praktyki Poła, po tybetańską księgę umarłych – chciałam mieć polisę na śmierć…

Rozumiem. Kwadrat to również symbol ciała, a te jest śmiertelne.

Nie widzę w umieraniu destrukcji, lecz odmienny stan egzystencji. Mam nadzieję lepszy, pełniejszy i bogatszy, dający szansę zjednoczenia z naturą, bycia dla niej użyteczną.

Oprócz pejzaży abstrakcyjnych malujesz właśnie ciała. Ich materialną powłokę oddzielasz od tła mocnym konturem, ta staje się przeźroczysta, atroficzna i jakby nieistotna wobec wewnętrznych napięć. Jasno stawiasz granicę pomiędzy tym co zewnętrzne, a tym co w środku. Tam czcisz materię ducha?

W mojej wyobraźni  ciało stanowi część kosmosu, wraca do natury i uczestniczy w nieprzerwanym cyklu rodzenia i umierania. Cały świat jest ciałem, dotykiem i zmysłowością. Podmiot jest zatem konkretną empirią i potencją, które określają jego bycie, stawanie się, zdolność do trwania, ale także do przemiany, do manifestowania się w życiu i dążeniu do entropii. Odważyłam się przełamać barierę dosłowności – profesjonalnie pracowałam z modelem i jego anatomią, zrobiłam prywatne badania. Unikam malowania twarzy w swoich aktach, ale portretując postać człowieka i tak zderzam się z jego osobowością. Lubię motyw skóry, staram się uzyskiwać efekt patyny, poprzez spękania, faktury i warstwy laserunków. Jeśli chodzi o postacie, to zwykle mam gotowy pomysł. Najpierw przygotowuję  abstrakcje, to one  są światem, który tworzę dla modela. Pracuję z nimi, potem pojawia się postać. Nasycam obraz, a następnie stosuję zabieg, który mnie wiele kosztuje – wprowadzam jeden płasko położony kolor wokół postaci tworząc dla niej przestrzeń.

Ten redukcjonizm działa. Postać nabiera niesamowitego wyrazu. Opowiesz jak pracujesz?

Nie interesuje mnie odwzorowanie rzeczywistości, nie chodzę w plener ze szkicownikiem. Inspiruje mnie to co jest, choć tego nie widzimy. Czerpię pomysły z podróży, literatury, czasem z własnych snów, które są odzwierciedleniem przeżyć. Rożnych stanów psychicznych. Inspiracja?  Śmierć, kości, anatomia, zdjęcia rentgenowskie, rysunki z lotu ptaka ( unieść się i zobaczyć ), kultura pierwotnych cywilizacji - kiedy byłam w Londynie uwiodła mnie płaskorzeźba asyryjska w British Museum, bloki kamienne, jakby wycyzelowane. I oczywiście moc natury.  Morskie dno, piasek, głębia. Światło pod wodą, port, brzeg, granice, żywioły.  Malując nie skupiam się na wytycznych, pozostawiam przestrzeń do interpretacji.

A twoi mistrzowie, autorytety?

Myślę, że studiowanie architektury było dobrym wyborem – nauczyło mnie dyscypliny. I cała ta geometria wykreślna! Mózg nabył innych struktur, nauczył się projektować. Ideę kwadratu zaczerpnęłam od mojego ojczyma Janusza Trzebiatowskiego. To zresztą w jego pracowni po raz pierwszy zetknęłam się z zapachem i konsystencją farb. Podglądałam jak tworzą się obrazy. Na akademii moim mentorem był Janusz Tarabuła,  przedstawiciel malarstwa materii drugiej grupy krakowskiej, profesor, który niczego nie narzucał, był subtelny ale ostrzegał mnie o trudnościach jakie wynikają z pracy z formatem kwadratu w kontekście kompozycji. Intuicyjnie wybrałam tę „trudność” i nie żałuję. Akademia akademią, malarstwa uczyłam się sama, robiłam projekty graficzne. W 2003r wynajęłam pracownię i zamknęłam się w niej na pół roku.

Odważnie!

Tak, postawiłam wszystko na jedną kartę. Moje obrazy dostały się do Londynu, tam z jakiegoś powodu spodobały się kolekcjonerom i tak rozpoczęłam swoją karierę artystyczną. Kiedy prace zaczęły się zbyt dobrze sprzedawać, pojawiły się naciski ze strony galerii w kwestii tego co mam malować. Takie „zamówienia” były bardzo irytujące, doprowadziły mnie do wewnętrznego kryzysu.

Nie uległaś?

Nie. Wypracowałam coś w rodzaju kompromisu. Pomimo, że wszystkie komercyjne galerie chciały abym malowała akty kobiece,  ja tworzyłam dyptyki, albo cykle. Tak otworzyłam furtkę moim abstrakcjom. Pracowałam z horyzontem, z bielą, unikając wszelakiej dosłowności i efekciarstwa. Wciąż jestem zdeterminowana aby zrobić wystawę poświęconą tylko abstrakcjom. Marzy mi się Galeria, która nie stawia warunków, nie patrzy na mnie tylko przez pryzmat wolumenu sprzedaży. Wciąż szukam nowych przystanków w Europie. Lubię wystawy, w których współdecyduję o tym,  co będą oglądać widzowie. Takim wydarzeniem była moja ostatnia wystawa indywidualna, która odbyła się dosłownie parę dni temu. Zatytułowałam ją  „Dystans” .

Koniecznie opowiedz mi co czujesz malując. Oto zadaję ci temat : „Kaja przy pracy”.

Kaja przy pracy? Jest jedno słowo, które najlepiej to opisuje – flow – przepływ emocji, myśli, przyjemność. Czas szybko płynie, a ja mam pełną świadomość gestu. Maluję szpachlą, ona uderza o blejtram tworząc wibrację. Jestem w centrum. Pełna koncentracja. Nie ma nic innego, myśli przepływają obok. Nie lubię rytmu dnia, przeszkadza mi. Praca trwa ciągle z przerwami na sen. Totalne wyłączenie się z życia. Nie ma nic poza mną i obrazem, koncentracja na nim jest maksymalna.

Wiem, że malujesz siedząc na podłodze, czasem klęcząc. Obraz wisi nisko na ścianie, nie pracujesz ze sztalugą. Nie jesteś wyczerpana?

Nie, to jest stan przyjemny. Najtrudniej jest wtedy kiedy muszę przerwać ( ostatnio maluję w dwóch pracowniach). Wtedy zapada się konstrukcja. Tego, co było tam, nie ma już tutaj. Takie sytuacje są dla mnie wyczerpujące.

Kaju, interesuje mnie co kryje się za obrazami w ich warstwie intelektualnej. Nadajesz cyklom i obrazom tytuły. Są intrygujące, zobowiązujące i wymagają wyjaśnienia.

Zwykle szukam tytułu do obrazu, który już jest. Lubię zagłębiać się w znaczenia słów, w ich wieloznaczność. Pracuję ze słownikiem. Szczególnie lubię etymologie. Chcę znać znaczenia słów, skąd pochodzą, jak się zmieniały w czasie, w różnych środowiskach, kontekstach. Lubię historię. A najlepiej wpisują się w moje „pejzaże” pojęcia z zakresu biologii i medycyny.

A tam cały ogrom odniesień. Nie wprost ale ewidentnie: kokony, poczwarki - kolebka życia. Początek, transformacja. „Glandula”,”Incunabulum” - dobrze czytam te alegorie? Z prac z cyklu „Holometabolism” przepoczwarzasz się w bardzo sensualne i cudnie erotyczne "Fragmenty". Potem przychodzi  czas na „Metamorfozę” - pełną butności, woli walki, świadomości mocy. Po czym przechodzisz do cyklu totalnie abstrakcyjnego, z przepiękną malarsko pracą "Błękit anilinowy". Ten obraz mnie zauroczył. Zobaczyłam jak świat zatacza koło, od mikrokosmosu na poziomie komórkowym, przez kręgi z kamieni, po wirującą galaktykę ale zaniepokoił mnie tytuł. Czy anilina nie jest mutagenem działającym toksycznie na organizm?

Twój niepokój jest uzasadniony. Wszyscy wiemy do jakiego stanu ludzkość doprowadziła planetę.  

Zatem dlatego w kolejnym cyklu mierzysz się z lękiem i depresją dręcząc postać bezsennością?

Le sujet en procès... [3]

Piękna pointa. Skoro powróciłyśmy do naszej filozofki, powiedz mi, czy podobnie jak Kristeva, uważasz, że sztuka i ekspresja są dyskursami życia psychicznego? Myślisz, że przepracowana melancholia może zamienić się w piękno dzieła sztuki? [4] 

Jeśli pytasz czy sztuka jest dla mnie ujściem dla emocji, rodzajem samoleczenia, to odpowiem ci, że owszem, moje obrazy w pewien sposób mnie wyrażają ale utrzymuję je w rygorze. Nie lubię epatowania emocjami. Moje artystyczne wypowiedzi są ujęte raczej w bezpiecznych ramach. Ja sama czuję się bezpiecznie, bo jestem narratorem. Jestem oczyszczona, a moja wypowiedź jest przepracowana, starannie przemyślana. To, co chcę podarować innemu człowiekowi, jest raczej wyrafinowanym doświadczeniem estetycznym.

Czyli jak Kristeva jesteś wierna „ostatniej religii człowieka, jaką jest estetyka”. Czy w swojej koncepcji malarskiej czynisz nas - odbiorców podmiotami metafory?

Chyba tak. Odbiór mojego malarstwa wymaga bycia wrażliwym. Komuś być może uda się odczytać historie, które zwykle chowam głęboko pod spodem w „podszewce  zmysłowej”. Dla innego kogoś, moje obrazy mogą stanowić intensywne przeżycie. Sądzę, że jeśli są lustrem, to jest to lustro treści podświadomych.

Kaja -  podsumowując naszą rozmowę zapytam cię wprost: odnalazłaś dostęp do własnego wnętrza i potrafisz wyrażać uczucia? Potrafisz odpowiedzieć na pytanie dlaczego malujesz?

Skoro tak pięknie zatoczyłyśmy koło wracając do początków, odpowiem innym cytatem Juli Kristevy:

 „Jeśli artysta nie będzie pracował, tworzył muzyki, pisał książek czy rzeźbił, stanie się po prostu człowiekiem chorym lub martwym”.

 

 

"W relacji do…" jest nowym cyklem rozmów z artystami, który otworzyła Kaja Solecka.  

 

Kaja Solecka

Swój świat mieści pod skórą. W szyszynce, pomiędzy bruzdami umysłu. Wyrzuca z siebie skrystalizowane wizje, jakby realizowała wielokrotnie przepracowany w wyobraźni plan. Liczy się każdy gest, każdy mały fragment, każda osobliwość ma znaczenie. Jej odcieleśnione, a mimo to cielesne, lekkie i blade ciała, unoszą się w przestrzeni, pośród zatartych śladów, w kręgach i elipsach, wśród zapomnianym znaków i symboli, na tle labiryntów, w eksplozji błękitów. Wyobraźnia Kaji Soleckiej to przestrzeń autonomiczna, której istnienie nakazuje poszukiwanie twórczego „ja” reprezentującego wszechświat. Cieleśnie i w poczuciu łączności z naturą, malarka odczuwa zagadnienie mimesis. „Jestem jeziorem” (Morskie oko, 2016), „Jestem mgłą” (Mgła, 2016,) – zatem nie tylko odbijam rzeczywistość, ale jestem także w stanie ją pochłonąć. Odniesienia do osobliwości świata wody, są obecne w wielu jej pracach. Za abstrakcją, w jej elementach geometrii kryją się: cielesność, egzystencja i opowieść o życiu, gdzie kolor oddawany jest pustce, zaś symbole ulegają przekształceniom. Obrazy ożywają, ilekroć zbliżymy się do nich z uczuciem ale głębia dzieła jest uzależniona od głębi odbiorcy, gdyż sztuka w swym twórczym zamyśle jest aktem symbolicznym i wymaga symbolicznego rodzaju percepcji. Tworzenie sztuki nie jest, jak sądzą ludzie, tylko dzieleniem się odczuciami. Wiedza oparta na doświadczeniu, którą wymaga malarstwo, jest wiedzą „a posteriori” i może się odnosić zarówno do przetworzonych psychicznie zdarzeń, jak i do rozmyślań nad nimi. I choć obrazy zawdzięczają swoje zaistnienie twórczej wyobraźni, przedstawiają się jako fenomeny prowadzące wprost do prawdy obiektywnej. Aby czytać twórczość Kaji Soleckiej w pełni świadomie, warto potraktować jej malarstwo kontemplacyjnie i spróbować myśleć jak istota, która mocą empatii staje się każdym stworzeniem. Rośnie, żyje i umiera, „migota” i „dryfuje”, czując więź z naturą, słysząc jej szum w sobie. Która rozumie mowę gwiazd (Event horizon, 2016) i odczuwa przyjemność obcowania z ziemią (Rose Garden, 2016), która wie, że prawda mieszka w źrenicach ( Dystans 2018).

Urodzona w 1974r w Krakowie. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie 1995-1998. Studiowała malarstwo w pracowni prof. Janusza Tarabuły. Zajmuje się grafiką i fotografią. Autorka wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju oraz w Wielkiej Brytanii, Austrii, Niemczech, Francji, Maroku. M. in. VII Jesienny Salon Sztuki, Ostrowiec Świętokrzyski (2004); ‚Into Europe’ – New Art for New Reality, The Bloxham Galleries, Londyn (2004); ‚Valentine Show’, The Bloxham Galleries, Londyn (2005); III Ogólnopolskie Biennale Malarstwa i Tkaniny Unikatowej, Trójmiasto 2005; ‚Art Forward’ Enduring Power of Paint, The Bloxham Galleries, Londyn; Chelsea Harbour Design Center – „Focus 2006”, Londyn; IV Triennale z Martwą Naturą, Sieradz (2006); II Ogólnopolskie Biennale Miniatury Cyfrowej, Płock; Sport w grafice – Gdynia 2009; ‚Doorsof Perception’ – The Annexhibition, Crinan (2014); Rynek Sztuki Młodych, NCK, Kraków (2015); VII Triennale z Martwą Naturą, Sieradz (2015); ‚Presence et Tolerance’, Musee Municipal, Agadir, Moroko (2016); Salon International de l’Academie Europeenne Des Arts-France, Paryż (2016), Kobalt, Muzeum Miejskie w Żywcu (2017). Prace znajdują się w prywatnych kolekcjach polskich i zagranicznych.

Zyta Misztal v. Blechinger
 
Opis fotografii :
 
Tytułowy - obraz "Dystans", olej na płótnie, 120/ 120 cm, 2018 - fragment,  wyst. indyw. Chromatics / Malarstwo, Galeria Politechniki Krakowskiej, 2018

1. "Skały", olej na płótnie,  120 x 160 cm, 2018

2. wernisaż 'Into Europe’ – New Art for New Reality, The Bloxham  Galleries, Londyn (2004)

3. Dmuchawce, olej na płótnie, 80 x 120 cm, 2018, wystawiany - wyst.  indyw Indigo Train / Malarstwo, Miejskie Muzeum Zabawek, Karpacz,2019

4. Design, olej na płótnie,  120 x 160 cm, 2018, wystawiany - Chromatics / Malarstwo, Galeria Politechniki Krakowskiej, Kraków, 2018 / Dystans, KCK, Kostrzyn nad Odrą 2020

5. Błękit anilinowy, olej na płótnie, 60 x 80 cm, 2015/fragment, wystawa  Indigo Train / Malarstwo, Miejskie Muzeum Zabawek, Karpacz,2019

6. Pudełko, olej na płótnie, 40 x 40 cm, 2016

7. ŚNIENIE WODY, olej na płótnie, 80 x 80 cm, 2006

8. Chromatics / Malarstwo, Galeria Politechniki Krakowskiej, 2018

9. Indigo Train / Malarstwo, Miejskie Muzeum Zabawek, Karpacz,2019

10. Indigo Train / Malarstwo, Miejskie Muzeum Zabawek, Karpacz,2019

11. Mały rutuał, olej na płótnie, 80 x 120 cm, 2015

12. ‘Art Forward’ Enduring Power of Paint, The Bloxham Galleries, Londyn

13. Selling Dreams, olej na płótnie, 80 x 120 cm, 2006, wyst. IV  Triennale z Martwą Naturą, Sieradz, 2006

14. fragment wystawy Time Lapse / Malarstwo, ERA/Academy of European Law, Trewir

15. ANIOŁY I INSEKTY, olej na płótnie, 80 x 80 cm, 2013

16. Chromatics / Malarstwo, Galeria Politechniki Krakowskiej, Kraków, 2018

17. Chromatics / Malarstwo, Galeria Politechniki Krakowskiej, Kraków, 2018


[1] Julia  Kristeva, 1995, s. 5–6, cyt. za: L. Stone, 2004, s. 129.

[2] Człowiek mnogi – wewnętrzne rozproszony, niestabilny, nieprzewidywalny, wieloraki, którego podmiotowość to sprzęg semiotyczności i symboliczności, zmysłowości i sensu, chora i idei, ciała i duszy.

[3]  Z francuskiego “Podmiot w procesie” określenie autorstwa psycholożki i filozofki, przedstawicielki feminizmu francuskiego, które można tłumaczyć jako niezborność i nieskończoność podmiotu w ciągłym procesie zmiany.

[4] „Piękno jest w stanie zastąpić wszystkie przemijające wartości psychiczne” Julia Kristeva: „Czarne słońce. Depresja i melancholia”. Przekład  Michał Paweł Markowski, Remigiusz Ryziński. Universitas, Kraków 2007, str 102