28 Nov

Mchem po oczach - wywiad z Hugonem Kowalskim

by Mateusz Bieczyński

 

Mchem po oczach - z Hugonem Kowalskim rozmawia Mateusz Bieczyński

MB. Gratulując otwarcia wystawy w galerii „Curators’LAB” zacznę od pytania o jej znaczenie. Jak rozumieć tytuł "Blob your mind"?

HK. Tytuł wystawy odwołuje się do terminu „blob architecture” („Blobitecture”) lub po prostu „blobism”, czyli nurtu w sztuce architektonicznej, który charakteryzuje się zastosowaniem lejących się lub/i obłych form. Takie morficzne ukształtowanie budynków stało się modne w połowie lat 90-tych i było używane wówczas jako synonim przekraczania architektonicznych schematów. Jako zaprzeczenie regułom geometrii „blob architecture” pełniło zatem rolę metafory tego co nowe, odważne i niekonwencjonalne. Z czasem przekształciło się w rodzaj określenia o negatywnych konotacjach – wówczas, gdy nurt ten zaszedł w ślepą uliczkę kolejnej konwencji. W tytule mojej wystawy staram się wyzyskać jego pierwsze znaczenie – blob, jako niestandardowy sposób myślenia, który infekuje umysły, pobudza wyobraźnię, pozwala wybić odbiorcę ze schematów myślowych. W przypadku mojej działalności projektowej chodzi mi bowiem zawsze o dawanie impulsu do zmiany sposobu myślenia. Poprzez oryginalność rozwiązań chciałbym rozprzestrzenić wirusa nowego sposobu myślenia o architekturze.

MB. Projekt „Blob your mind” zaskakuje nie tylko treścią, ale przede wszystkim sposobem prezentacji. Twoje projekty zostały zaprezentowane na nieregularnej bryle w całości pokrytej mchem. Skąd ten pomysł?

HK. Zależało mi na stworzeniu prostej zauważalnej z ulicy instalacji, która będzie intrygować widza. Organiczność mchu idealnie odpowiada idei architektury wpisanej w kontekst, która została na nim zaprezentowana. Bryła pokryta mchem, która żyje stanowi dla mnie metaforę wirusa, który rozwija się w myśli projektowej nieustannie. Tym wirusem jest innowacyjność i funkcjonalność, ale także wpisanie projektowanych form w kontekst. Nawiązuje to do nurtu sztuki site specific, czyli takiej, która odpowiada na potrzeby miejsca, do którego jest tworzona. Dzięki temu staje się z tym miejscem nierozerwalnie związana. Połączenie kontekstu – np. uwarunkowań geograficznych czy klimatycznych staje się naturalnym punktem odniesienia dla powstających projektów. Zapewne w działaniu tym można odnaleźć ślad tęsknoty za przekroczeniem pojęciowej opozycji natury, rozumianej jako pierwotny ekosystem – naturalne otoczenie człowieka – a kulturą, rozumianą jako cywilizacja polegająca na podporządkowaniu sobie przez człowieka miejsca, w którym żyje. Starcie obu tych czynników – uszanowania przyrody i dążenia do jej przekształceń – stanowi dla mnie punkt wyjścia. Chciałbym znaleźć między nimi większą zgodność niż miało to miejsce w architekturze dotychczas.

MB. Czy udział w Biennale Architektury w Wenecji zmienił twój punkt widzenia na architekturę?

HK. Wydaje mi się ze nie, a przynajmniej mam taką nadzieję. Doświadczenie to było jednak dla mnie ważne, bowiem dzięki niemu mogłem skonfrontować własną postawę z innymi twórcami z całego świata. Miałem możliwość zapoznania się w bezpośredni sposób z innym podejściem, inną drogą działania w naszej profesji, a także wzbogacić moją ofertę dydaktyczną dla studentów o nowe punkty odniesienia. 

MB. Gdy oglądałem Twoja prezentacje na Biennale w Wenecji zastanawiałem się nad znaczeniem konstrukcji, na której ekspozycja została umieszczona. Czy dobrze rozumiem że "odpad" to dla Ciebie ukryty potencjał?

HK. Słusznie zauważyłeś, że główny akcent został w mojej prezentacji postawiony na wykorzystanie zasobów. Człowiek eksploatuje otoczenie nie ogromną skalę. Jednocześnie jednak istnieją różne parametry oceny wydajności tej eksploatacji. Parametry ekonomiczne nie zawsze są dostosowane do problemów współczesności. Dochód generowany z przetwarzania surowców nie zawsze równoważy straty środowiska naturalnego. Stąd też wydaje mi się, że ludzie, choć wykorzystują swój potencjał w ogromnym stopniu, nie czynią tego zawsze we właściwy sposób. Inspiracją dla mnie jest pojęcie circular economy, czyli w wolnym tłumaczeniu „ekonomii cyrkulacyjnej”, w której bilans zysków i strat jest zrównoważony już na poziomie planowania produkcji – np. lepiej zarobić mniej chroniąc przyrodę niż zmaksymalizować zysk i następnie być zmuszonym płacić o wiele więcej na ratowanie ekosystemu w celu zapewnienia możliwości dalszej produkcji.

MB. Wierzysz w społeczna misję architektury pomimo klęski społecznych inżynierii modernizmu. Jak radzisz sobie z niebezpieczeństwem utopii architektury prospołecznej?

HK. Uwielbiam utopie, uważam ze są konieczne do kroczenia naprzód. Nie chciałbym ich mierzyć przez pryzmat modernizmu. Dla mnie porażka kojarzonych z nim utopii i koncepcji społecznej inżynierii nie jest argumentem deprecjonującym samą ideę społecznej przemiany. Gdyby te same pomysły nie natrafiły na równie ekstremalny moment w historii ludzkości, to może dzisiaj nie myślelibyśmy o nich tak negatywnie. Wolę przykłady konstruktywnego myślenia o projektach niemożliwych – np. rewitalizacja Broadwayu w Nowym Yorku. Jeszcze nie tak dawno nikt sobie nie wyobrażał ze można go zmienić w deptak, lecz przez kilkuletnie działania-obserwacje i nieznaczne ingerencje w tkankę miejską, z roku na rok przybywało projektów proponujących jak tego dokonać. Myślę, że zmiany mogą dokonywać się w procesie. Tak było w przypadku ciągnącego się latami remontu Ronda Kaponiera w Poznaniu. Obserwacja miasta z wyłączonym głównym ciągiem komunikacyjnym doprowadziła do nowych rozwiazań. Dzięki temu władze miasta nie miały problemu z utworzeniem całych pasów ruchu wyłącznie dla rowerzystów.

MB. Jesteś architektem-praktykiem, autorem nowatorskich rozwiązań koncepcyjnych, ale także dydaktykiem. Czy udaje Ci się zarazić studentów nowym sposobem myślenia o architekturze?

HK. Byłbym zadowolony, jeżeli moi studenci zapytani o to samo odpowiedzieli, że „tak”.

MB. Zdradzisz nam co dalej z twórczością Hugona? Czy już pracujesz nad kolejnym śmiałym projektem?

HK. Twórczość Hugona ma się dobrze. Cały czas intensywnie pracuję i wszystkie pomysły, które rozważam, rozważam dlatego, że wydają mi się śmiałe. W tej chwili trudno jeszcze powiedzieć, który z nich dojrzeje najszybciej do tego, aby zaprezentować go publiczności. Z jednej strony chętnie opowiedziałbym o każdym z nich już teraz, z drugiej strony jednak ważnym elementem mojej pracy jest efekt zaskoczenia.